niedziela, 16 grudnia 2012

"Kółko wzajemnej adoracji"

???

Jak to możliwe, że organizacje prozwierzęce, takie jak TOZ Jawor, nie dostrzegają żadnych problemów w funkcjonowaniu schroniska, a ich przedstawiciele podają ręce Pani Wiceprezydent i prezesowi LPGK, z którymi są w najlepszej komitywie? I dlaczego nie wykorzystują oni tych kontaktów dla poprawy bytu zwierząt?

Dlaczego niektórzy wolontariusze bronią kierownika schroniska mówiąc, że robi on wszystko, co w jego mocy dla dobra zwierząt?

Dlaczego lokalne media nie piszą o niepewnym i nieznanym losie legnickich psów wywożonych przez handlarzy do Hannoveru, przed którymi przestrzegają nas sami Niemicy? A zamiast tego rozpisują się o wyimaginowanym konflikcie między wolontariuszami? 
Dlaczego te same media świadomie zakłamują rzeczywistość pisząc, że "wybieg w schronisku powstawał od 5 marca"? Choć wszyscy wiemy, że od marca do początku listopada (kiedy to zarządca schroniska został zobowiązany do zapewnienia wybiegu przez Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii) nic się w tym temacie nie działo, a sama budowa trwała 3 tygodnie, a nie 8 miesięcy jak zapewniają dziennikarze!

Dlaczego Powiatowy Lekarz Weterynarii przez 8 lat nie uruchamia procedur mających na celu budowę wybiegu, co należy do jego obowiązków? A na otwarciu mówi, że "budowa wybiegu to norma i dostosowanie do aktualnie obowiązujących przepisów"? Skoro zależało to od jego decyzji administracyjnej, to dlaczego nie wydał jej od 2004 roku, od kiedy to istnieje takie Rozporządzenie?

Takie pytania trafiają do nas czasami drogą mailową, ale same również je sobie zadajemy.

Wygląda na to, że wszystkie te osoby są ze sobą związane, a ich współpraca świetnie się układa, dlatego tak łatwo jest im stawać nawzajem w swojej obronie przeciwko garstce niezrzeszonych ludzi, którym nie zależy na stanowiskach, zaszczytach i pieniądzach, a jedynie na dobru zwierząt. Ta bezinteresowność po prostu nie mieści się im w głowach!

Jak to wszystko funkcjonuje? 

Zależności urzędowe.

Wszystkim wiadomo, że podmioty które zostały powołane przez prawo do wzajemnej kontroli swoich działań - Urząd Miasta, LPGK jako spółka miasta, Powiatowy Lekarz Weterynarii - w rzeczywistości się wspierają i kryją wszelkie istniejące zaniedbania, by mieć czysto w papierach i "święty spokój". Kontrole te odbywają się tylko na papierze, o czym przekonałyśmy się u Powiatowego Lekarza Weterynarii, którego pracownik upoważniony m.in. do oceny stanu boksów i bud, nie wyobrażał sobie jak można skontrolować budy w środku(?) -"mam do nich wejść?!" - w rzeczywistości wszystkie budy w boksach otwierają się od góry i łatwo ocenić ich stan wewnątrz, jednak żeby to wiedzieć, trzeba tam przynajmniej  raz być... 

Urząd Miasta a LPGK - Dyrektorem Wydziału Infrastruktury Komunalnej odpowiedzialnej za kontrolę spółki LPGK w zakresie funkcjonowania schroniska jest Ludmiła Kubicka-Sopel -jednocześnie przewodnicząca Rady Nadzorczej tej spółki. Czy połączenie tych dwóch funkcji w jednej osobie może zaowocować rzetelną kontrolą? Wygląda na to, że pani Sopel miałaby kontrolować samą siebie...
LPGK a Urząd Miasta - Prezes LPGK Józef Wasinkiewicz jest w tak dobrej komitywie z panią wiceprezydent Jadwigą Zienkiewicz, której podlega wspomniany Wydział Infrastruktury Komunalnej, że często przyjmuje swoich interesantów w jej gabinecie w Ratuszu(!). Czy świadczy to o jakimkolwiek służbowym stosunku zależności miejskiej spółki od UM, czy raczej o prywatnej zażyłości urzędników i prezesa spółki?
Z kolei Powiatowy Lekarz Weterynarii wydaje na papierze dobre opinie ze swoich "kontroli", w zamian za co ma spokojną pracę na peryferiach Legnicy, gdzie w okresie letnim może bez przeszkód wygrzewać się na ławeczce paląc papierosy, a na koniec miesiąca dostawać za to wynagrodzenie.

Zależności z organizacjami prozwierzęcymi.

Wszystkie wspomniane podmioty w żaden sposób nie kontrolują, a wręcz przyzwalają na wywozy psów do Niemiec, które nadal odbywają się bez żadnych przeszkód. Co dostają w zamian? - zawsze pozytywną opinię TOZ Jawor na temat funkcjonowania schroniska oraz polityki miasta wobec problemu bezdomności zwierząt. Dlaczego Toz Jawor? bo jest to jednocześnie koło TOZ, które  aktywnie uczestniczy w tych kontrowersyjnych wywózkach i sprzedaje psy niemieckiej firmie handlującej nimi dalej na terenie Niemiec, przed którą ostrzegają zarówno polskie jak i niemieckie organizacje prozwierzęce.  Jest to więc transakcja wiązana - wszyscy mają czyste papiery i dobrą opinię w "działalności" za którą są służbowo odpowiedzialni a niektórzy dodatkowo na tym zarabiają... Dodać należy że Urząd Miasta posługując się opinią jaworskiego TOZ-u, nigdy nie zaznacza faktu, że jest to opinia tylko koła w Jaworze, a uogólnia ją jako opinię całej tej organizacji - w Legnicy funkcjonuje oddział TOZ a w okolicy TOZ w Lubinie i Złotoryi ..... ale nasze miasto wybrało sobie akurat koło w Jaworze... bo na nie zawsze może liczyć.
O tym, jak ścisła jest to współpraca może świadczyć chociażby zaangażowanie w budowę wybiegu w schronisku firmy należącej do jednej z osób będącej członkiem TOZ Jawor, która bierze czynny udział w organizowaniu transportów do Niemiec. 
Tylko dlaczego koszt ogrodzenia działki 20x50m wyniósł aż 25 000 zł skoro wszelkie materiały budowlane były przekazane nieodpłatnie? Przypominamy tylko, że złożony przez nas rok temu na ręce Pani Wiceprezydent projekt budowy o podobnych wymiarach wyceniony został przez niezależną firmę na 15 000 zł, z czego 5 000 zł miałyśmy już zapewnione od sponsora. Niestety Urząd Miasta nie chciał współpracować z niezależnymi wolontariuszami. Wybieg powstałby szybciej i znacznie taniej, ale pominięty TOZ Jawor mógłby nie wystawić kolejnej laurki urzędnikom...

Zależności na poziomie samego schroniska.

Kierownik schroniska przyzwala na wywózki psów do Niemiec, nie sprawdzając celowości tego procederu ponieważ dzięki temu, że jest duża rotacja psów w schronisku, ma opinię osoby gospodarnej i zaangażowanej w swoją pracę. Generalnie, taka sama rotacja była za czasów masowego usypiania psów w legnickim schronisku, co zakończyło się sprawą sądową i wymianą kierownictwa schroniska. Teraz jednak też nie ma się z czego cieszyć, bo jak informuje Fundacja EMIR istnieje duże prawdopodobieństwo, że część psów wywożonych do Niemiec, przez osobę z którą współpracuje nasze schronisko może trafiać w ręce osób, które je krzywdzą np. organizatorów psich walk czy jako żywe jedzenie dla hodowanych drapieżników, jak również do badań medycznych i na handel skórami...
Nie bez profitów z tej działalności pozostaje także zatrudniony w schronisku lekarz weterynarii Jacek Filipowski, który w zamian za swoją lojalność w stosunku do kierownictwa wypisuje paszporty dla psów jadących do Niemiec i je czipuje, co zapewnia mu stały dochód (wypisanie paszportu - 50 zł za psa, a zaczipowanie 70 zł - przeważnie jedzie 8 psów co trzy tygodnie, więc daje to niezłą sumkę).

A media?

W schronisku działają niezależnie różne grupy wolontariuszy. Według nas "konkurencja" na polu "kto lepiej i więcej pomaga" jest zawsze zdrowa i pożądana! Od nadmiaru pomocy jeszcze nikt nie umarł! Dlatego też zawsze zapraszamy do schroniska kolejnych chętnych i nigdy nie wchodzimy im w drogę. Niestety dokładnie w momencie, kiedy zdecydowałyśmy się w pełni naświetlić problem niemieckich "adopcji" i powiedzieć wszystko co wiemy na ten temat, legnickie media postanowiły przykryć go inną "sensacją", czyli rzekomą "wojną" między wolontariuszami. Nie mogłyśmy wprost w to uwierzyć, że wobec mnogości innych, obiektywnie istniejących problemów, ktoś może zdecydować się na publikowanie artykułu o tym, że "jedna wolontariuszka nie lubi innych". Jaki był tego cel? Co miał wnieść ten artykuł do życia legniczan? Oficjalnie pozostaje to zagadką. Jednak w tej kwestii zależności można się domyślić...

******************

Całe to towarzystwo wzajemnej adoracji trzyma się mocno - wszyscy zjawili się na otwarciu wybiegu. W błyskach fleszy i przy włączonych kamerach lokalnych mediów podali sobie ręce ludzie, którzy przez lata robili wszystko by wybieg ten nigdy nie powstał.

Wszyscy ci urzędnicy, prezesi, organizacje prozwierzęce oraz dziennikarze noszą głowy zbyt wysoko by dostrzec rzeczy tak przyziemne jak góry odchodów wymieszane z kośćmi i robakami zatruwającymi psy, które zalegają tuż przy boksach... 

  

Jest to temat zbyt błahy i śmierdzący, żeby to szacowne towarzystwo mogło go dostrzec, bo przecież cierpieć mogą na tym "tylko psy", a one głosu nie mają, także tego wyborczego, więc po co o nie dbać? 

***********************


Mamy nadzieję że choć w części znalazłyśmy odpowiedź na pytanie: czemu w Legnicy wszystko w oficjalnych papierach jest OK a tylko przeczuleni - czytaj: niezależni - obrońcy zwierząt widzą to inaczej. 

Nie dajmy się zwieść urzędniczemu bełkotowi, drążmy sprawy do końca, bo już za długo oficjele naszego miasta czują się bezkarni i kryci z każdej strony, dlatego wszystko "zamiatają pod dywan"...

1 komentarz:

  1. Joanna Gałuszka18 grudnia 2012 02:14

    Ręka rękę myje...obrzydliwe.Na zjęciach faktycznie tylko złotych klamek brakuje...

    OdpowiedzUsuń