niedziela, 19 listopada 2017

Samotne, zamknięte i narażone na skutki prac remontowych.



Tym razem zastałyśmy prawie opuszczone schronisko, jakby psy wywiał  wiatr… Niby powinno to cieszyć, ale najgorsze, że też dziwi. No bo jak to możliwe, by w tym samym czasie zostało zaadoptowanych aż tyle psów, w dodatku dorosłych, a nawet starych? 

Co prawda kilka pechowców jest zamkniętych w boksach przy budynku, jednak nie mogą wyjść na zewnątrz, bo mają zablokowane włazy. Przez to nie wiemy jakie to psy i czy zostały przeniesione z opuszczonych boksów zewnętrznych. Od dawna zastanawiamy się po co załoga schroniska dopuszcza się takich działań i blokuje zwierzęta w boksach tak, by nie mogli ich zobaczyć odwiedzający. To rodzi tylko kontrowersyjne domysły. Co mają do ukrycia? Coś zaniedbali i boją się teraz, że ludzie to zobaczą i zainterweniują? W jakim stanie są zwierzęta, że trzeba je schować przed światem? 

A może to pretekst do zniechęcenia ludzi by nie przychodzili do schroniska? Nie mogą się ich pozbyć zamykając bramę, więc zaczynają chować psy, by nie było na co patrzeć,  co być może zniechęci niektórych do zbyt częstych odwiedzin ku zadowoleniu załogi.

Jak takie zachowanie wpływa na realizację podstawowego celu funkcjonowania schroniska, czyli adopcji? 

A co przeżywają zwierzęta zamknięte na małym skrawku powierzchni, gdzie oprócz spania i jedzenia muszą się jeszcze załatwiać? Czy to nie jest znęcanie się nad nimi popierane przez wszystkie instytucje nadzorujące, zwłaszcza przez właściciela schroniska Prezydenta Tadeusza Krzakowskiego, który w imieniu mieszkańców ma obowiązek dbać o bezdomne zwierzęta?

Z tych boksów było dzisiaj słychać smutne skomlenie i drapanie, niestety pracownicy jak zawsze byli nieugięci i nie robiło to na nich wrażenia…

Dodajmy, że budynek jest cały czas remontowany – dla wygody pracowników, a nie zwierząt, i psy przebywające w tych boksach narażone są na ogromny hałas, wiercenie a śmieci z materiałów budowlanych wpadają im do boksów. Czy na czas remontu nie powinno się ich przenieść do boksów zewnętrznych? Dlaczego są narażone na takie niedogodności, co przy stresie porzucenia a także zamknięcia na małej powierzchni jest torturą, na którą nikt normalny nie powinien pozwalać. Niestety, zrobienie wygód dla pracowników schroniska odbywa się kosztem zwierząt i w tym wypadku bezpośrednio je dotyka. 

 Czemu żadne kontrole, delegacje i komisje nie widzą tak podstawowych rzeczy? Czy w tym mieście żadnej władzy nie zależy na żywych istotach? Jeśli tak, to jak mają być oni dobrzy w wykonywaniu swoich obowiązków względem mieszkańców? Właśnie dlatego w naszym mieście nigdy nie będzie działo się dobrze…

W chwili obecnej wszystkie psiaki z boksów przy budynku mogłyby bez problemu zostać przeniesione do boksów zewnętrznych, które w 1/3 części stoją puste. Nie byłyby wówczas narażone na stres związany z remontem i miałyby większą powierzchnię do życia. Niestety, żeby tak się stało trzeba po pierwsze - MYŚLEĆ a po drugie – mieć serce do żyjących istot. Jak widać załoga schroniska w każdym tygodniu potwierdza, że jest pozbawiona tych cech przez co niekompetentna w swoich obowiązkach i że pracuje w niewłaściwym dla siebie miejscu. Może zainterweniuje nowy Prezes LPGK  i przeniesie pracowników do mniej wymagających zajęć? 


*************************
Niestety, nowe smutki cały czas przybywają...


niedziela, 5 listopada 2017

Jak oprowadza się wizytację po schronisku? - szybko!



Dziś trafiłyśmy do schroniska w trakcie wizyty jakiś „ważnych osób”. Był to widok, który rzadko można zobaczyć. Kierownik dwoił się i troił oprowadzając ich jak najszybciej po boksach od 1 do 24 które są zupełnie niewyremontowane, przystając dłużej jedynie przy boksach 25-39 (od ulicy) gdzie jest położony nowy dach. Pracownicy natomiast uwijali się jak w ukropie przy pracy na zewnątrz budynku. W jednej chwili przy boksach była cała załoga schroniska! Wyszedł nawet pracownik, który najrzadziej wychodzi do psów, ponieważ jego rolą na co dzień jest wydawanie rozkazów innym. Jednak dzięki delegacji  opuścił budynek i przeszedł się z psią miską wzdłuż boksów. 

Całe szczęście skorzystały na tym psy, i wszystkie dostały dzisiaj puszki, dzięki czemu miseczki były pięknie wylizane. Właśnie tak to działa od lat i dlatego załoga schroniska czuje się pewnie na swoich stanowiskach. Zresztą podobnie sama „delegacja” była mało zainteresowana psami i oglądała tylko to, co chciał kierownik.
Mamy nadzieję, że w końcu zmienią się przełożeni schroniska, którzy rozliczą dotychczasową pracę i podejście do zwierząt. Natomiast wszelkie kontrole będą miały oczy otwarte przede wszystkim na zwierzęta, i nie będą przeprowadzane bezmyślnie, jedynie dla wypełnienia papierka.

Remont budynku dla pracowników za 450 tysiący zł(!) trwa nadal, a mimo to pracownicy powoli zapełniają boksy do niego przylegające. Przerażone hałasem, wierceniem i stukaniem nowe psy, kulą się po kątach zagruzowanych boksów. Nie ma nikogo, kto ich uspokoi i przytuli… 
Tam już „delegacja” nie podeszła…
 

Prosimy zwrócić uwagę, że ocieplanie budynku kończy się tam, gdzie zaczynają się boksy. Pamiętajmy o tym, kiedy władze będą się chwalić ile pieniędzy przeznaczyły na remont w schronisku, bo w rzeczywistości nie ma on nic wspólnego ze zwierzętami...
 

niedziela, 29 października 2017

Remont budynku dla załogi za 450 tys.!



Dzisiaj prezentujemy kolejne zdjęcia z remontu budynku administracyjnego w legnickim schronisku. Przypominamy, że remont ten nie będzie dotyczył zwierząt, tylko służył wygodzie pracowników.
 
 

Jak widać budynek jest porządnie ocieplany, zaś psy muszą mieszkać w budach, które mają w środku to samo, co miały w lecie – gołe i zniszczone deski, niczym nie wyłożone mimo niskich temperatur…

Porządnie remontowany jest także dach, który z pewnością wcześniej nie przeciekał. Natomiast psy mają przegniłe i dziurawe dachy z eternitu…

W zeszłym tygodniu psy z boksów „hotelowych” były przeniesione do boksów zewnętrznych. W tym tygodniu, przebywały już w boksach nad którymi odbywa się głośny remont. Do boksów leciał im gruz, styropian z przycinanych płyt, a najgorsze że przez cały czas mocno śmierdziało rozpuszczalnikiem i innymi chemikaliami. 
Prawo zabrania trzymania zwierząt w takich warunkach, zwłaszcza schroniskom, podlegającym  dodatkowym przepisom wykluczającym nadużycia wobec zwierząt. Niestety, w legnickim schronisku od lat łamie się prawa wobec zwierząt, a to za sprawą źle dobranej załogi - od kierownika zaczynając a na weterynarzu kończąc.
I tak, zamknięty przez pracowników pies był narażony na te wszystkie niedogodności… Biedak nie miał jak się uwolnić i uciec w spokojniejsze miejsce.
*************

Suczka, o której piszemy już od kilku postów, zupełnie nie wychodzi z budy, a miski stoją nietknięte. Tak jakby czekała już tylko na śmierć…
 *******************
Kolejne biedaczyska, które trafiły po „opiekę” załogi legnickiego schroniska.
 



Przestraszony amstaff, z którego wyciągnęłyśmy ok. 20 kleszczy…