niedziela, 18 czerwca 2017

Zbędne dary.



Pewna fundacja zrobiła akcję wśród ludzi i zebrała pieniądze na schronisko. Za nie zakupiła budy. Pytanie jest takie: po co wydawać pieniądze na rzeczy, które są w schronisku zbędne? 

Problem z budami w legnickim schronisku polega nie na samych budach, tylko na tym, że obsłudze nie chce się ich czyścić ani wykładać słomą przez cały rok. Czy zakup nowych bud coś zmieni? Obecne budy są porządne i wytrzymałe. Służą w schronisku od wielu lat dlatego, że są mocne i niezniszczalne. Budy są ocieplone, masywne, dzięki czemu zwierzęta mają stabilne schronienie. Niestety, to jak wyglądają w środku jest tylko i wyłącznie winą pracowników, którym nie chce się wymieniać słomy, dlatego wykładają ją jedynie na zimę! W lecie budy są puste i psy śpią na gołych, brudnych i zniszczonych dechach. Budy są tak ustawione w boksach, by nie było widać ich środka. 
Żeby spełniały one w 100% swoje przeznaczenie wystarczyłoby je na bieżąco w środku czyścić i naprawiać. Jednak żeby ta sytuacja się zmieniła, konieczna jest zmiana zarządcy schroniska, a przede wszystkim ludzi, którzy w nim pracują a przy tym nie mają właściwego podejścia do zwierząt ani do swojej pracy. Zasypywanie nowymi budami schroniska nic nie zmieni. Niczego nie ujmując wykonawcy, nowe budy nie przetrzymają roku. Zostaną szybko zniszczone przez psy zamknięte w boksach, które nie mają gdzie wyładować swojej energii.

W tej sytuacji budy od czasu podarowania stoją w części przed budynkiem, a w części są wstawione do nieużywanego boksu. I akurat tutaj nie ma się co dziwić, ponieważ samo ich wstawienie do boksów będzie niepotrzebną pracą, bo za chwilę trzeba będzie z powrotem wstawiać stare-niezawodne budy.
Czy nie lepiej byłoby przeznaczyć zebrane środki na rzeczy których w schronisku nie ma? Czy nie na tym polega pomoc dzięki zbiórkom? 

W schronisku najbardziej kuleje opieka weterynaryjna. Wiele psów jest nieprawidłowo leczonych, tak że przez tygodnie nie widać poprawy. Może lepiej byłoby pomóc psom w ten sposób? Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłaby zmiana weterynarza, ale jest to niemożliwe, bo za bardzo pasuje on do obecnej ekipy… Jego „pracę” na rzecz bezdomnych zwierząt przedstawialiśmy wiele razy. Przy tej okazji pokażemy ostatni filmik z suczką wysterylizowaną przez weterynarza legnickiego schroniska, gdzie widać niedbałe zszycie, z którego leje się wodnista ropa z krwią. Cała suczka jest aż oklejona tą mazią.
Na szczęście suczka została już zaadoptowana i na pewno jej opiekunowie szybko jej pomogą.

Wracając do tematu. W schronisku jest też wiele innych potrzeb wymagających nakładu finansowego jak : wymiana zniszczonych i nieprzystosowanych do podłoża kafli w boksach tzw. hotelowych, brak stabilnego i stałego zadaszenia nad nimi, czy chociażby zgniłe, przeciekające dachy… 
 
Tyle było możliwości realnej pomocy zwierzętom a zamiast tego zmarnowano pieniądze na coś co w schronisku nie jest potrzebne… 

A jeśli już tak nie było z czego wybierać, to można było zasypać schronisko karmą w puszkach, by nie byłoby gdzie tego magazynować, przez co trafiłaby ona od razu do psów, które nie musiałyby przez całe lato głodować na suchej-niejadalnej karmie.

I po co robić takie nieprzemyślane akcje? To tylko zniechęca ludzi biorących w nich udział, a tracić będą zwierzęta…

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Sucha karma oznacza głodówkę…



Lato. Upały. Niby dobrze, bo sucho i psy nie marzną w budach bez słomy, ale jak to w legnickim schronisku nie może być normalnie. Otóż jest to doskonały powód dla obsługi, by odjąć sobie pracy przy psach i podawać im do jedzenia JEDYNIE SUCHĄ KARMĘ! 

Karmy tej jest zawsze nadmiar. Niestety, jest ona najgorszej jakości, i psy zwyczajnie jej nie chcą jeść, nie mówiąc już o tych, które mają starte do dziąseł zęby i nie mogą pogryźć twardych kulek, bo obrzmiałe dziąsła bolą. Pracownicy na to nie zważają i zasypują miski w boksach. Efekt jest jak zwykle jedynie widowiskowy – ludzie przychodzący do schroniska mają widzieć pełne miski i myśleć, że psy są tak najedzone, że już więcej zjeść nie mogą. Niestety prawda jest taka, że tej karmy nie da się jeść!  Najlepiej wiedzą o tym ci, którzy mają psy w domu. A jeśli ktoś ma wątpliwości, to niech kupi psu marketową suchą karmę i zobaczy, czy w ogóle zwróci na nią uwagę i uzna za jedzenie.

Jak już wiele razy  wspominałyśmy w postach jest to kolejny duży problem stworzony przez pracowników, którym nie chce się przemęczać. Do tej pory suchą karmę podawano co drugi dzień, w związku z czym psy  głodowały w jeden dzień, ale przynajmniej na drugi dostawały gotowane jedzenie, albo karmę z puszek. Gorzej kiedy niejadalna sucha karma podawana jest przez CAŁY TYDZIEŃ! jak było w ostatnim czasie. Psy są obecnie tak wygłodniałe, że rzucają się na wszystko co pachnie i wygląda jak jedzenie! Próbują nawet kąsać palce myśląc, że to jedzenie! O czym to świadczy? Jeśli problem dotyczyłby kilku psów w schronisku mogłoby być to zbiegiem okoliczności. Jednak to większość psów mimo pustego żołądka nie wykazuje zainteresowania suchą karmą... 

Od dłuższego czasu prosimy Państwa byście nie przynosili do schroniska suchej karmy i przekazywali tą informację innym. Człowiek myśli, że dużym workiem nakarmi więcej psów, niestety w rzeczywistości skazujemy je na głodówkę… Zamiast worka suchej karmy lepiej jest podarować 2-3 puszki karmy mokrej, która na pewno zostanie zjedzona, nie spleśnieje w magazynie i nie zdąży skończyć się jej termin przydatności przed spożyciem.

Dodatkowym błędem pracowników było to, że po tygodniu (albo i dłużej) suchej karmy  psy dostały w dużej ilości podgotowane kości.

Nie trudno sobie wyobrazić, że łapczywie je pochłonęły, co spowodowało u wszystkich straszne zatwardzenie! Z wielu boksów w sobotę dochodziło przeraźliwe jęczenie podczas wypróżniania się… Psy były sparaliżowane z bólu i zachowywały się nienaturalnie.

Czy tak powinna wyglądać opieka nad bezdomnymi zwierzętami jaką mieszkańcy za pośrednictwem Prezydenta Miasta powierzyli spółce LPGK? Jak zwykle problem tworzą ludzie, ci sami od lat.

Kolejnym cierpieniem jakiego doznają zwierzęta tylko i wyłącznie z woli pracowników zatrudnionych w schronisku jest niewłaściwe parowanie w boksach. Obecnie w wielu boksach psy siedzą podwójnie. Niestety, większość z nich nie zgadza się ze sobą i dochodzi do krwawych pogryzień.


Nie wynika to na pewno z braku miejsca, bo od wielu miesięcy kilka boksów stoi pustych. Dodatkową złośliwością jest to, że najwięcej sparowanych zwierząt przebywa w najmniejszych boksach hotelowych, w których mają problem, by swobodnie się wyminąć. 

Marzy nam się by kiedyś ci ludzie doświadczyli na własnej skórze tego wszystkiego co zadają zwierzętom, którym powinni służyć opieką.  Wtedy  w końcu zrozumieliby mądrość przysłowia : „ nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. Oby los jak najszybciej wymierzył im sprawiedliwość.

niedziela, 4 czerwca 2017

Nowe nieszczęścia...



W ostatnich tygodniach do schroniska trafiło dużo psów, a większość z nich jest mocno zaniedbana. Czy w schronisku ktoś o nie zadba i ulży w cierpieniu?
 Kolejny raz wracamy do psów cierpiących na przewlekłą chorobę skóry, których stan,  pomimo kilku tygodni przebywania w schronisku nie uległ poprawie. Psy nadal czują mocny śwąd i rozdrapują swoje ciało do krwi. Za każdym razem jest to świeża krew, która nie ma okazji zaschnąć. Nie będziemy opisywać jaka to męka dla drapiących się zwierząt.

W środę.


W sobotę.
Czy weterynarz przegapił wykłady o pomocy psom w takich dolegliwościach? Czy do tego potrzebna jest bardziej specjalistyczna wiedza niż ta, którą dysponuje? Żaden właściwy kierownik schroniska nie pozwoliłby na takie „leczenie” i odmówiłby współpracy z takim fachowcem. Niestety, te psy miały nieszczęście trafić do schroniska obsługiwanego przez kompletnych ignorantów, którym dobro zwierząt jest obce. Ciekawe jak długo jeszcze będą krwawić i rozdrapywać rany, pod okiem ludzi codziennie ich oglądających?...
Jeśli możecie Państwo wpłynąć na zmianę tego stanu i przywrócenie ulgi tym psom, bardzo prosimy o reakcję.

Inny pies ma stare strupy i nowe ranki na szyi, w miejscu noszenia obroży. Strupy są poklejone i zupełnie nie zostały przemyte, zaś obroża nie została nawet zdjęta. Z pewnością obsługa nawet o tym nie wie…

Psów jest dużo i przebywają pozamykane w boksach po 2, bez względu na to czy się zgadzają ze sobą czy gryzą. 
Tylko czemu parowanie psów odbywa się w najmniejszych w schronisku boksach? Dlaczego w ogóle są parowane w czasie kwarantanny, na której w szczególności powinny być umieszczane pojedynczo? Zwłaszcza, że są to psy z różnych miejsc i nie wiadomo na jakie dolegliwości mogą cierpieć. Dlaczego psy nie mogą być porozdzielane do boksów zewnętrznych, które od długiego czasu stoją puste? Zwłaszcza te, które się nie tolerują i gdzie dochodzi do ciągłych pogryzień? Czy może być na to logiczna odpowiedź?
Ten piesek ma rozerwaną wargę, czego nie miał wcześniej, kiedy był w boksie sam.

Oprócz tych drażliwych przypadków do schroniska przybyły także inne psy.
Piękna wyżlica, która prosi o głaskanie i zabawę. W tym celu śmiesznie podskakuje na łapach i kręci łbem, zupełnie jakby tańczyła!:) Przyjdźcie koniecznie zobaczyć te popisy!

Wystraszona suczka patrzy przerażonymi oczami na wszystko co dzieje się wokół. Boi się wszystkiego. Jednak jeśli poświęci się jej dłuższą chwilę, nabiera troszkę pewności, chce zatrzymać człowieka przy sobie, i rozpacza po odejściu…

Jest też energiczny psiak myśliwski - ciągle w ruchu.

A także smutny wilczur.

Jest staruszek nie mający ochoty na kontakt z człowiekiem.

Niestety, są także szczeniaki…

Na koniec sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, gdyby prawo było egzekwowane i porzucający psy ponosili karę.
Lenox miał to nieszczęście, by trafić do schroniska PO RAZ TRZECI! 

Pamiętajmy, że dane adoptujących znajdują się w schronisku, a Straż Miejska ma dyspozycje do karania ludzi za niewłaściwą opiekę nad psem, jednak jak do tej pory karała osoby, które odbierały swoje psy, nie zaś tych, które zostały porzucone kolejny raz.

Macie prawo głosowania na przedstawicieli władz miasta! Wybierzcie tych, którym los zwierząt nie będzie obojętny, tak jak to ma miejsce obecnie.