poniedziałek, 10 czerwca 2013

Sprawozdanie z 8 czerwca 2013

Dzisiaj, więcej rzeczy zaskoczyło nas pozytywnie niż rozczarowało. Stało się tak pierwszy raz w historii tego bloga! (chyba decydentom w końcu zaczęło zależeć na szybkim zlikwidowaniu go;)

 * W schronisku  rzeczywiście rozpoczął się remont boksów – boksy od 1-7 są już prawie skończone i wyglądają jak nowe:) Oby tylko nie zapomniano o naprawie bud...


Zwierzęta z remontowanych boksów przebywają w boksach tymczasowych z wolnostojącymi budami znajdującymi się na wybiegu. Pomysł jest dobry. Szczególnie w okresie letnim psy mogłyby odpoczywać tam od betonowych boksów, jednak należy zwrócić uwagę, że sam wybieg zlokalizowano w miejscu szczególnie wilgotnym i zacienionym, gdzie aż roi się od kleszczy. Dlatego przed umieszczeniem w nim psów, pracownicy powinni szczególnie pomyśleć o ich zabezpieczeniu (obroże czy krople przeciw insektom), a po przeniesieniu ich z powrotem do "standardowych" boksów dokładnie je obejrzeć i usunąć kleszcze. Niestety, standardem w schronisku są psy zakleszczone do granic możliwości - na głowie, mordzie, karku, dosłownie wszędzie... Pracownicy, ani weterynarz nic z tym nie robią, a zwierzętom pozostają po nich bolesne rany...

Jednak najważniejszym i podstawowym założeniem remontu w schronisku powinno być zlikwidowanie śliskich kafelek w boksach hotelowych. Zmiana ta, potrzebna jest bardziej niż malowanie boksów, ponieważ akurat ten element jest łamaniem prawa i narażaniem zwierząt (w większości słabych lub „leczonych”) na poważne urazy związane z poruszaniem się w nich. Mamy nadzieję, że zostało to ujęte w toczących się pracach i że temat ten zostanie – raz na zawsze – zamknięty, a prawo będzie w końcu  przestrzegane.

Zalepiono kilka fug (chociaż boks w którym "wszytko się rusza"pozostał bez zmian). Niestety, zapomniano usunąć gruz z posadzki i psy nadal narażone są na ranienie łap.

** Przy okazji remontu zostały naprawione włazy w boksach hotelowych! Takie rzeczy należą do kategorii bieżących napraw, niestety kierownik schroniska „rozumuje inaczej” i przez długą, mroźną zimę nie zlecił tego pracownikom, a oni o to nie zabiegali…

***  Wszystkie budy miały zamknięte dachy! Niemożliwe – a jednak! Niby nic, a jak cieszy, tylko szkoda, że ci co są na miejscu tego nie rozumieją. 

**** W pechowym boksie nr 13 przebywał dziś inny pies – świeżak, który dopiero co trafił do schroniska – zaś huski o którym pisałyśmy tydzień temu był już w boksie „z widokiem” – dużo bardziej zadowolony.

Także pies z podobnie zasłoniętego boksu nr 25 po długim czasie zmienił go, na taki w którym cokolwiek widać, niestety w jego przypadku trochę za późno. Pies ten gryzł się przez szparę w ścianie oddzielającą boksy ze swoim sąsiadem (dosłownie wisiał na ścianie, wsuwając łeb do boksu obok, a przebywający w nim pies doskakiwał do niego i go gryzł). Ponieważ wcześniej zupełnie nie zwracano na to uwagi, pies jest już trwale okaleczony – ma obgryziony kawałek ucha… Tyle złego przeszedł w swoim życiu, drugi raz trafił do schroniska i właśnie tu, zamiast opieki został tak poważnie i na stałe okaleczony… a wszystko to nie przez zwierzęta, tylko przez ludzi - pracowników, którzy nie reagowali do czasu kiedy ucho zostało już odgryzione….

 
*********** 
Tyle radosnych wieści a teraz po staremu:


* Weterynarz jak zwykle dał popis swoich niekompetencji. 
Każdy chyba zgodzi się z tym, że szczepienie i odrobaczanie to PODSTAWOWE CZYNNOŚCI weterynarza w schronisku. Niestety, od zawsze widzimy psy mocno zarobaczone i to przez wiele miesięcy. W najcięższym przypadku jest teraz nasza, opisywana wcześniej, suczka z opuchniętymi dziąsłami  Sprawozdanie z 25 maja 2013    Sprawozdanie ze schroniska - 11.05.2013   To, że jest taka chuda, jest nie tylko efektem tego, że nie może jeść twardego jedzenia (tzn. SZYBKO JEŚĆ, ponieważ nadal jest w boksie z drugą suczką - młodą, zdrową i dominującą nad nią) ale PRZEDE WSZYSTKIM tego, że jest ZAROBACZONA! Suczka cały czas „saneczkuje” i … chudnie w oczach. Czy weterynarz i pracownicy tego nie widzą?! Za co ci ludzie dostają pieniądze? Za znęcanie się nad zwierzętami?– zamykanie ich w pomieszczeniach, w których są we wszystkim od nich uzależnione i nie udzielanie im niezbędnej pomocy? Pies, gdyby nie był zamknięty lepiej poradziłby sobie sam na wolności niż robi to „wykształcony” lekarz i przebywająca 8 godz. dziennie obsługa, która nie zwraca uwagi na cierpienie zwierząt. Czy do tego, żeby odrobaczyć zwierzęta potrzebne są studia wyższe??? Gołym okiem widać kiedy pies ma robaki – chudy, rozdęte żebra, mimo dostępu do jedzenia nie przybywa na wadze, "saneczkuje"... Czy po tylu latach pracy w schronisku nie powinno być to oczywiste??? Zarówno dla pracowników jaki i weterynarza?





Oprócz opisanej suczki, podobny problem ma wilczurka która trafiła do  schroniska po urodzeniu szczeniaków z boksu 15H – mocno wychudzona, rozdęte żebra i nie przybywa na wadze już od kilku tygodni…  


** Kolejny raz psy zostały źle dobrane w boksach – wspominałyśmy już, że suczka z bolącymi dziąsłami siedzi obecnie z miłą, ale silniejszą i dużo młodszą suńką, która niestety w takim miejscu nie dopuszcza staruszki do miski… tak więc, kolejne nieszczęście i niepotrzebne cierpienie. Staruszka, ze względu na trudności w jedzeniu powinna siedzieć w boksie sama, bo każda inna, nawet najmilsza towarzyszka, będzie ją prześcigać w jedzeniu i problem będzie dalej istniał…
 
W boksie obok, do suczki-szczeniaczka (takiej kochanej, że nigdy nie powinna trafić do schroniska) która tuli się do ludzi i czeka na najmniejsze zainteresowanie i dotyk, dobrano starszą sukę ujadającą na ludzi, która nie pozwala małej na zbliżenie się do krat. Biedna, siedzi tylko z daleka i trzęsie się z rozpaczy, bo nie może zostać nawet przez chwilę dotknięta przez człowieka. Czy ta dominatorka pozwala jej spokojnie jeść?... My się nad tym zastanawiamy, a ludzie będący na miejscu choć mogą – i powinni – nie zwracają na takie rzeczy uwagi.


 
   
*** Do boksu 17 trafił nowy, wystraszony pies. Niestety, jak zwykle przeoczono to, że ma blizny na szyi i mocno wytartą skórę pod obrożą. Przeoczono, bo nadal jest w obroży, która drażni wytartą skórę. Nikt nie pomyślał, że w takim wypadku powinno się ją jak najszybciej zdjąć i leczyć podrażnioną skórę! Tak jakby nie ludzie tam pracowali, a bezmyślne roboty posługujące się schematami . 

**** Opisanym przez nas we wcześniejszym sprawozdaniu  Sprawozdanie 18.05.2013  Krzywuskiem (jamniczkiem z wykrzywionymi łapkami) zainteresowała się Fundacja z Warszawy, która chciała mu od razu pomóc. Pies musiał dokończyć dwutygodniową kwarantannę. Pani z Fundacji od razu po naszym poście zadzwoniła do kierownika z propozycją pomocy i ustaliła z nim, że jeśli nie odbiorą go właściciele to przyjedzie po niego w pierwszym dniu po kwarantannie. Niestety, mimo rozmowy z kierownikiem, w ostatnim momencie – kiedy miała już zorganizowany transport - otrzymała informację, że psa nie ma w schronisku. Od czasu naszego posta o nim, pies był ukrywany - zablokowany właz, mimo tego, że bardzo drapał i szczekał by wyjść. Ponieważ  w czasie końca jego kwarantanny zniknęło ze schroniska 6 psów najprawdopodobniej odbył się wtedy transport do Niemiec i biedak został do niego niezgodnie z przepisami zarezerwowany przez kierownika. Wszystko wskazuje na to, że niestety pojechał do Niemiec…Na takiego „kalekę” można zarobić na e-bayu więcej pieniędzy, dlatego błyskawicznie się „zakwalifikował” do wyjazdu, a Fundacja dostała odmowę. Fundacja bezinteresownie zapewniłaby mu dom od zaraz,  zaś wyjazd do Niemiec jest jedynie przedłużeniem jego bezdomności, bo tam znajduje się w prywatnym schronisku dopóki nie „zarobi” na siebie wystarczająco na e-bayu – wtedy dopiero trafi do domu, który nie będzie weryfikowany i sprawdzany, bo jedynym argumentem będą pieniądze jakie zarobią na nim nasi i niemieccy handlarze. A kierownik legnickiego schroniska temu patronuje i współpracuje z takimi osobami. Właśnie tak „zarządza” on od lat  schroniskiem. 
Czy nie powinno mu się po takich akcjach „podziękować”? Ani adoptować ani oddać, czyli "kup teraz" legnick...


A co robili dziś pracownicy schroniska? Oprócz czujnej obserwacji robili nam dzisiaj zdjęcia z tzw. ukrycia:) i zdawali telefonicznie relację z tego, jak przebiega nasza wizyta w schronisku. Komu? Zapewne kierownikowi. W takie niepoważne „gierki” i „intrygi” bawią się dorośli ludzie, za co otrzymują zapłatę. A dlaczego?  - bo kierownik to lubi i z pewnością docenia.

   ***********

Przy okazji prezentujemy uzębienie większości psów przebywających w schronisku. Niestety dzięki „fachowej” opiece pracowników i weterynarza, nie ma dla nich żadnych wyjątków – jak inne dostają twardą, sucha karmę i albo ranią sobie dziąsła, albo w ogóle nie jedzą. A kierownik jeszcze się chwali, że takie najedzone, że nie chce im się jeść bo miski pełne…Gratulujemy poziomu myślenia, którego nie na nawet sensu komentować.

ułamane kły, jeden ząb na przodzie, reszta w kamieniu, który tworzy stan zapalny dziąseł i sprawia ból...
       **************

 A teraz dla odmiany coś "słodkiego":
Takie rzeczy sprawiają, że mimo tylu niepowodzeń i upokorzeń, chce nam się walczyć o te bezbronne i uzależnione od nas stworzenia (niestety, cały czas krzywdzone przez ludzi, którzy powinni się nimi opiekować...)

*******************
 Oświadczenie
W związku z bezprawnym wykorzystywaniem naszych materiałów przez TOZ w Legnicy, oświadczamy , że materiały te - teksty, zdjęcia, filmy - publikowane są bez naszej zgody, co jest łamaniem prawa autorskiego. W związku z tym, odcinamy się od wszelkich działań TOZ Legnica i prosimy nie łączyć naszej działalności z oddziałem, który ma bardzo specyficzny sposób "pomagania" zwierzakom.
******************

czwartek, 6 czerwca 2013

Wywalczyłyśmy remont! czyli kolejny sukces tego bloga :)

Jest nam niezmiernie miło, że w ten deszczowy i zimny dzień możemy poinformować Państwa o kolejnym sukcesie tego bloga, który osiągnęłyśmy wspólnie z Wami - Czytelnikami naszego bloga. Dziękujemy Państwu za czytanie go, wszystkie maile, które do nas przychodzą i składanie skarg na zarządcę i pracowników schroniska! Było ciężko, ale w końcu się nam udało -  REMONT boksów został oficjalnie ogłoszony!

Spółka LPGK poinformowała na swojej stronie internetowej, że właśnie rusza remont boksów, który zakończy się jeszcze w czerwcu!(?) To najlepsza wiadomość dla psów, które nawet w tej chwili marzną i mokną w  swoich boksach zalanych wodą i porośniętych grzybami!

Do tej pory spółka dbała skrupulatnie jedynie o pozory - przystrzyżone trawniki, klomby, egzotyczne rośliny, pobielone krawężniki: O co dba się w schronisku?

Pierwsze skargi do Prezydenta w sprawie skandalicznego stanu boksów, w których przetrzymywane są psy zaczęłyśmy pisać w 2010... Wymianę korespondencji z Urzędem Miasta kontynuowałyśmy przez ostatnie trzy lata...

W 2012 roku postanowiłyśmy poszukać pomocy u Powiatowego Lekarza Weterynarii Jacka Cichosza, który uznał, że w schronisku absolutnie NIE POTRZEBA ŻADNEGO REMONTU, ponieważ... brakuje w nim tylko złotych klamek!


Apelowałyśmy też do urzędniczego betonu, to znaczy do władz naszego miasta, które po tym co im pokazałyśmy nie mogły już dłużej udawać, że remont nie jest potrzebny. Brakowało tylko dobrej woli zrealizowania swoich szumnych wypowiedzi:


Kiedy wydawało nam się, że wszystkie drogi zostały już wyczerpane, pozostała ostatnia deska ratunku - Rada Miasta. Po spotkaniu z Radnymi w schronisku w lipcu ubiegłego roku, przyszedł czas na oficjalne pisma, z czego jedno z nich odniosło pożądany skutek:


W celu informowania Radnych na bieżąco, o stanie boksów w legnickim schronisku, utworzyłyśmy specjalną zakładkę: Dla Radnych

Ponadto, o coraz gorszym stanie boksów informowałyśmy na bieżąco w cotygodniowych sprawozdaniach ze schroniska:
18.05
25.05
01.06

Po tylu latach nasz upór się opłacił - najpierw powstał wybieg a teraz - pierwszy raz od istnienia schroniska - będzie remont boksów! Razem z Państwem możemy czuć się ZWYCIĘZCAMI!!!! 
I to nie jest zasługą żadnych ukonstytuowanych organizacji (zwłaszcza tych stricte zwierzęcych jak np.TOZ) - tylko zasługa ludzi niezależnych! Tym bardziej możemy świętować zwycięstwo, bo zrobiliśmy to bezinteresowną pracą, nie mając żadnych dotacji czy datków - wystarczył upór i konsekwencja. 
Oczywiście założenia remontu są idealne, ale będziemy obserwować jak będą się one miały w praktyce. Trochę nas niepokoi tak krótki termin zakończenia remontu... Jeden miesiąc to z pewnością za mało, by wyremontować boksy  niszczone przez długie lata... Oby tylko to wyjątkowe na skalę naszego miasta  przedsięwzięcie  nie było powierzchowne i za rok, dwa nie trzeba będzie  z powrotem zajmować się tym tematem. Miejmy jednak nadzieję, że nie są to tylko puste słowa.  
Jeszcze tylko wymienić kierownika i załogę na ludzi kochających zwierzęta, albo zmienić zarządcę na organizację prozwierzęcą i pozostanie nam zlikwidować blog!:) Jednak na spełnienie się ostatniego życzenia trzeba będzie pewnie trochę poczekać i spłodzić jeszcze wiele postów. Chociaż kto wie, remontu się nie spodziewałyśmy, więc może i wymiana obsługi niedługo nas zaskoczy?:))) 



Skoro już wiemy, że walka na rzecz zwierząt opłaciła się, to jeszcze bardziej zewrzyjmy szyki i rozwiążmy wszystkie problemy schroniska na korzyść zwierząt:)


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Sprawozdanie z deszczowego 1 czerwca 2013

Sobota – 1 czerwca – wszyscy wiemy jaka była pogoda – zimno, mokro, stale padający deszcz. Co się dzieje w taki dzień w schronisku? - ze strony pracowników NIC – przez kilka godzin naszego pobytu, żaden pracownik nawet na moment nie wyszedł ze swojej suchej kanciapy, jedyne na co było ich stać, to „dyskretna” obserwacja intruzów.  A psy? Oczywiście mokre, zmarznięte, chociaż na nasz widok mimo wszystko przybiegały do krat, żeby tylko mieć jakiś kontakt z człowiekiem.

* W taką pogodę wszystkie budy były od góry otwarte – bez zmian już od kilku tygodni. Pytanie jest jedno : skoro są możliwości, to dlaczego się z nich nie korzysta? Czy nie można w chłodne i wilgotne dni (i noce) pozamykać bud, tak, by psom było lepiej? Co innego jakby ich konstrukcja uniemożliwiała zarówno otwieranie jak i zamykanie. Jednak skoro budy mają ruchome dachy, dlaczego pracownikom nie chce się ich zamknąć w deszcze, a pootwierać w upały? Można to bez wysiłku zmienić, jednak zależy to od dobrej (a raczej złej)  woli pracowników, którzy zachowują się tak, jakby świadomie (a może bezmyślnie) znęcali się nad zwierzętami, które w tym miejscu zależą niestety od nich …
Do pootwieranych od góry bud należy dodać dziurawe dachy, co sprawia, że woda leje się strumieniami do bud, misek, na podesty. Psy w taką pogodę przebywają cały czas w wodzie. Nie dziwi więc, że po pobycie w schronisku pies wychodzi z niego schorowany – zwłaszcza „siadają” łapy od wyniszczanych wilgocią stawów. Czy po to istnieje schronisko, by trafiający tu zdrowy pies, opuszczał je chory? Funkcjonowanie tego miejsca mija się z celem – zamiast chronić zwierzęta, krzywdzi się je…a robią to ludzie nieczuli na ich krzywdę i cierpienie.


W związku z tym, nadal apelujemy do Państwa – jeśli chcecie przyczynić się do pomocy zwierzętom w legnickim schronisku – piszcie pisma do Radnych i do Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii o tym, jak pracuje załoga schroniska, czym przyczynia się do nieszczęścia zwierząt tam uwięzionych.
**********
Komisjami które w naszym mieście podejmują temat schroniska dla zwierzat są:


KOMISJA SPRAW OBYWATELSKICH I RODZINY
1.         JACEK BACZYŃSKI – PRZEWODNICZĄCY
2.         SŁAWOMIR MASOJĆ – WICEPRZEWODNICZĄCY
3.         PIOTR ŻABICKI – WICEPRZEWODNICZĄCY
4.         ANNA FARMAS-CZERWIŃSKA
5.         JAN KUROWSKI
6.         GRAŻYNA PICHLA
7.         TYBERIUSZ KOWALCZYK


KOMISJA EKOLOGII, ZDROWIA I POLITYKI SOCJALNEJ
1.        MAŁGORZATA NOWOSIELSKA – PRZEWODNICZĄCA
2.        WŁODZIMIERZ TULEJKO – WICEPRZEWODNICZĄCY
3.        PIOTR SIKORSKI - WICEPRZEWODNICZĄCY
4.        BOGUMIŁA SŁOMCZYŃSKA
5.        SŁAWOMIR MASOJĆ
6.        RYSZARD KĘPA
7.        PIOTR ŻABICKI



 Dolnośląski Wojewódzki Lekarz Weterynarii - Zofia Batorczak
 Wojewódzki Inspektorat Weterynarii
ul. Januszowicka 48, 50-983 Wrocław
  e-mail: sekretariat@wroc.wiw.gov.pl 

************
 * ŚLISKIE KAFLE – temat nr 1 – najpilniejszy do załatwienia! Tak jak wcześniej zaznaczałyśmy, śliskie kafle utrudniają poruszanie się psów w boksach tzw.”hotelowych” co prowadzi do kontuzji u psów. Jest to sprawa, która na dzień dzisiejszy (po wyczerpaniu lokalnych możliwości) jest do załatwienia u Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii. Jest to organ nadrzędny, nadzorujący Powiatowego Lekarza Weterynarii - lek.wet. Jacka Cichosza, który pozwala na łamanie prawa w legnickim schronisku (Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 23 czerwca 2004 r. w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt: § 4 pkt2 ppkt.1b : „ściany, podłogi i drzwi w pomieszczeniach lub boksach wykonuje się z materiałów niepowodujących urazów lub kontuzji u zwierząt”)
 
W tej sprawie SZCZEGÓLNIE  prosimy Państwa o interwencje – tylko tak możemy wzruszyć urzędniczą maszynę i ukruszyć beton, którym się pokryła od lat.

Same kafle są problemem, jednak skandaliczne jest to, że nie są one w żaden sposób  przytwierdzone na stałe do podłoża – cement pod nimi dawno się skruszył (właśnie od wody), zaś o fugach całkiem zapomniano. Psy chodzą wiec po płytkach, które się ruszają, kruszą i odpadają. Sprawia to, że wystające ostre krawędzie ranią im łapy.
Tak to wygląda na co dzień i nikt z zarządzających nie widzi potrzeby, by je chociażby przykleić. 
 


 

Wspólnie sprawmy, by nakazano „z góry” to zmienić, ponieważ na uczucia wyższe ludzi tam pracujących nie ma co liczyć.

 W boksach tych, oprócz psów świeżo trafiających do schroniska i przebywających na kwarantannie, przebywają psy chore, które ze względu na „leczenie” są odizolowane od innych. Przebywają tam również ciężarne suki i po urodzeniu suki karmiące ze szczeniakami. Tym bardziej pomieszczenia te szkodzą  psom, które w większości są słabe, chore i z trudnością mogą utrzymać się na śliskiej i niestabilnej powierzchni, a muszą wychodzić na zewnątrz, by przynajmniej się załatwiać…
Tak jest m.in. z psem przebywającym w boksie 9H – o którym pisałyśmy wcześniej – który trafił do schroniska w stanie zagłodzenia i wcale mu się nie poprawia, a właz do boksu w którym przebywa, jest kolejny tydzień zablokowany -  tak, by nie mógł wychodzić na zewnątrz i odwiedzający ludzie nie widzieli jak przewraca się na śliskich kafelkach.
A wystarczyłoby zapewnić mu lepsze warunki  i być może szybciej wróciłby do zdrowia, odzyskał siły, a przede wszystkim nie cierpiał niepotrzebnie. Dobra – ZŁA wola pracowników – nic więcej, a pies cierpi. Kto mu zadaje ból? Ci którzy powinni zadbać o jego zdrowie i się nim opiekować – skrzywdzony przez „właściciela” nadal jest krzywdzony w miejscu które miało być jego wybawieniem… apel o pilną adopcje

Ukrywanie takich zaniedbań to specjalizacja kierownika schroniska – w zamian za to eksponowane są przystrzyżone krzewy, regularnie koszona trawka i bielone krawężniki – by na pierwszy „rzut oka” dla odwiedzających wszystko wyglądało pięknie, niestety kosztem cierpiących zwierząt. 
 


Co w dalszym ciągu nie uległo poprawie, mimo tego że nie wymaga żadnych nakładów a jedynie woli ludzi zatrudnionych w schronisku:

* Suczka z boksu 15 – o której pisałyśmy w poprzednim sprawozdaniu, nadal potrząsa uszami. Czy jest leczona? Znając realia schroniska i „zaangażowanie” w leczeniu zwierząt zatrudnionego tam weterynarza – raczej to wątpliwe…

** W boksie 9 – mocno nietolerujące się psy – nadal bez zmian. Jedynie zabliźniające się rany świadczą o tym, co się w nim nadal dzieje… 
 
*** Suczka z bolącym dziąsłami, nadal nie dojada przebywając w boksie ze zdrową „koleżanką” – nigdy tu nie przytyje, oby tylko nie została jeszcze bardziej zagłodzona…
A nadmiar karmy jaką przynoszą „ludzie dobrej woli” będzie wyrzucany przez obsługę do śmietnika „takie mamy pełne magazyny” jak mówi kierownik Boksa.

*Haskiego który wrócił z nierozsądnej adopcji – nikt nie odebrał… Kierownik nie zrobił nic, by skontaktować się z właścicielem i doprowadzić do odpowiedzialności za jego zachowanie. Jeśli takie rzeczy nie będą dotkliwie karane, ludzie będą to wykorzystywać - czy taka jest rola schroniska? Przyjmować ponownie te same psy i nie wyciągać z tego żadnych konsekwencji? Po co w takim razie funkcjonuje w naszym mieście i za nasze pieniądze straż miejska? Ludzie biorą psy, wyrzucają i mimo dysponowania ich danymi, pozostają bezkarni i nadal mogą tak robić, a strażnicy będą odwozić je – na nasz koszt – do schroniska. Jakie z tego można wyciągnąć  wnioski? – że nie warto się nawet fatygować samemu do schroniska - SM to załatwi i „obsłuży” takiego delikwenta.  Zamiast korygować takie zachowania, „nasze” władze przyczyniają się do ich naśladowania. Tak funkcjonuje nasze miasto i przez lata marnotrawi nasze pieniądze – a tyle jest innych rzeczy do zrobienia, na które nie ma pieniędzy. Stara prawda jest taka, że pieniądze są, tylko bezmyślnie się je wydaje -  tak jak w przypadku zatrudnienia nieodpowiednich ludzi w schronisku, którzy nic nie robią dla zwierząt a przecież dzięki nim pobierają przez lata swoje pensje.

Wracając do powtórnie  porzuconego biedaka, nadal przebywa on w boksie, w którym nic nie widzi i jedynie wegetuje. Oczywiście ten problem, także można rozwiązać – np. co tydzień przenosić tam innego psa, tak by przebywanie w tym najgorszym miejscu rozłożyło się po części na innych, a nie koncentrowało na jednym – jednak do tego potrzeba ludzi myślących, no i oczywiście takich, którym będzie chciało się co tydzień przenosić psy -  rozmarzyłyśmy się, taki wysiłek fizyczny i opuszczenie na dłużej swojej kanciapy (jeszcze przy takiej pogodzie) to przecież niewykonalne!

Jeśli ktoś z Państwa odwiedzi schronisko, proszę zajrzeć do zakrytego pechowego boksu nr 13. Ten miły pies czeka na jakiekolwiek zainteresowanie ludzi – tylko tak można sprawić mu przyjemność w tym miejscu, chociaż przez chwilę.

**** Miły amstaff, który niedawno trafił do schroniska, ma mocno złuszczony nos. Kolejny tydzień nie widzimy żadnego zainteresowania jego stanem ze strony schroniskowego weterynarza  . Wystarczyłaby zwykła maść, by strupy rozmiękły i odpadły – ale to przecież taka „drobnostka”, więc po co się tym zajmować. Miejmy nadzieje że nie jest to już stan zapalny i że przynajmniej nie swędzi to psa.

z nowości:
Do schroniska trafiła piękna suka wilczura – niestety w ciąży. Umieszczenie jej w „normalnym” boksie świadczy o tym, że załoga schroniska i weterynarz  nie są tego świadomi (podobnie jak w wielu wcześniejszych przypadkach kiedy dopiero wolontariusze zgłaszali im ciąże u suki)

Poza tym wszystko po staremu – czyli problemy, które istniały,  nie zostały rozwiązane i widząc uśmieszki pracowników – raczej w dobrowolny sposób się to nie zmieni…