wtorek, 29 grudnia 2015

W tym roku... nie strzelam w Sylwestra!

Co do tego, że większość psów panicznie boi się głośnych wystrzałów nie musimy chyba nikogo uświadamiać - wie to każdy, kto choć raz widział zachowanie psów w noc Sylwestrową, kiedy zwierzęta te jak oszalałe próbują uciec lub schować się przed bombardowaniem, które fundujemy sobie i im jako rzekomo świetną zabawę.

Tymczasem są miasta i miejsca na świecie, gdzie noc sylwestrową świętuje się w inny sposób - bez wystrzałów, należą do nich między innymi Wenecja, Hong Kong, Nicea czy Norwegia... Skoro w takich miejscach ludzie potrafią bawić się bez wystrzałów, to może i Legniczanie mogliby chociaż troszkę się ograniczyć, np. strzelać tylko w wyznaczonym obszarze na Rynku?

Taka sytuacja byłaby idealna, jednak zdajemy sobie sprawę, że potrzeba jeszcze wielu lat uświadamiania, żeby i do naszego miasta dotarł powiew nowoczesności i Sylwester przestał być obchodzony w ten niezbyt miły (nie tylko dla psiego ucha - pomyślmy też o osobach starszych czy małych dzieciach) sposób.

Czekając na zmianę obyczajów pragniemy zamieścić (za fundacją Empatia) kilka porad jak pomóc naszym czworonogom przetrwać Sylwestra:
więcej na : Stowarzyszenie Empatia
POLUB TO! 

 Ponadto informujemy, że wszystkim osobom i ich pupilom potrzebującym bardziej indywidualnej porady lub przepisania odpowiednich leków uspokajających pomocą służy psycholog zwierzęcy, Pani Wioleta Klejnowska, o którą mogą Państwo zapytać w lecznicy dra Legienia

niedziela, 20 grudnia 2015

19 grudnia w schronisku

W tym roku grudzień okazał się wyjątkowo łaskawy dla porzuconych zwierząt. Ponieważ pogoda dopisuje i nie musimy jak każdej zimy niepokoić Państwa informacjami o zamarzających w schronisku psach, możemy napisać o małych "sukcesach". Pies, który trafił do schroniska w złym stanie, a pracownicy dodatkowo pogorszyli jeszcze jego sytuację zaciskając starą, brudną obrożę na poranionej szyi, nie ma już nawet śladu po tej ranie:
Teraz, po kilku tygodniach i po naszej "prośbie" o ściągnięcie obroży chociaż na czas gojenia się rany, pies jest nie do poznania:
Być może dla pracowników czy dla ludzi, którzy raz byli w schronisku takie sytuacje nic nie znaczą, ale dla tego jednego, konkretnego psa zmieniło się wszystko - nie czuje już bólu ropiejącej rany. 
*** 
W ostatnim poście pisałyśmy o suczce Dianie:
Diana padła ofiarą nierozsądnej adopcji - podczas swojego pierwszego pobytu w schronisku nie została wysterylizowana, a osoba, która ją adoptowała porzuciła suczkę, kiedy ta, niedopilnowana zaszła w ciążę i tak Diana ponownie trafiła do swojej celi, tym razem zwiększając bezdomność o kolejne szczeniaki. Już po opublikowaniu naszego posta na ten temat, na oficjalnej stronie schroniska pojawiła się informacja jakoby suczka była w ciąży już w momencie adopcji, co jest nieprawdą. Pracownicy schroniska i wolontariuszka spółki LPGK wymyślili swoją wersję tej historii, żeby wybielić władze schroniska, które bezmyślnie sterylizują raz suczkę a raz samca i doprowadzają do bezsensownego rozmnażania psów, a potem często przekazują w nieodpowiednie ręce (Diana jest kolejną suczką, która w krótkim czasie Z POWROTEM trafiła do schroniska wraz ZE SZCZENIAKAMI) ze względu na brak jakiejkolwiek polityki adopcyjnej i nie wyciąganiu konsekwencji od ludzi, którzy zostawiają swoje dane w schronisku.
Żebyśmy nie pisali więcej o Dianie i innych psach, których historie obnażają niekompetencję i niekiedy okrucieństwo pracowników, niektóre z nich zamykane są w soboty w ciasnych pomieszczeniach (1m x 1m) wewnątrz budynku, a wyjścia na zewnątrz są blokowane zielonymi płytami:
Zza zablokowanych włazów dobiega przeraźliwe piszczenie szczeniaków i innych zamkniętych psów (wczoraj zablokowane były trzy boksy). Niektóre psy tak strasznie chcą się wydostać na zewnątrz, że wydrapują przez wąską szparę zaprawę spod kafelek...
 ... kafelek, o których pisałyśmy już wielokrotnie, że nie nadają się do wyłożenia posadzek w boksach dla psów, ponieważ są śliskie, zwierzęta się na nich przewracają oraz ranią łapy o połamane krawędzie. Tak wyglądały kafle wczoraj:
A psy, które ślizgają się na nich i przewracają brudzą się we własnych odchodach i wymiocinach, których w soboty nikt nie sprząta:


*** 
Z radością możemy poinformować Państwa, że blisko 1/4 boksów pozostaje aktualnie w schronisku pusta! Mamy nadzieję, że ten trend utrzyma się już na zawsze i że taki stan jest efektem wzrostu świadomości społecznej odnośnie bezdomności zwierząt. Przy tak opustoszałym schronisku niezrozumiałe jest dla nas dlaczego tak wiele psów łączonych jest w przypadkowe pary. Jedną celę dzielą nawet duże psy, które niedawno przybyły do schroniska - są jeszcze niedożywione i przed zimą powinny przybrać na masie oraz "uzbroić się" w tkankę tłuszczową. Niestety jest to niemożliwe w momencie, kiedy rywalizują między sobą o dostęp do pokarmu. 


Z kolei w innym boksie także zamknięto dwie nietolerujące się suczki, które co jakiś czas się gryzą:
 
A z każdej strony otaczają je puste boksy...
.... w których budy także zostały przystrojone bezużytecznie narzuconymi na metalowe dachy kocami, co w żaden sposób nie służy ich ociepleniu. Do pustego bosku wstawiono też nową paletę. Jest to chyba modelowa "cela", którą wizytują te wszystkie kontrole, których pozytywnymi wynikami chwali się LPGK. Boks jest czyściutki, w budzie jest świeża słoma, paleta, na której normalnie leżą psy, by nie spędzać całego dnia na betonie, jest nowiutka - wprost idealne warunki do zaprezentowania podczas wizytacji.
Natomiast w boksach które zajmują psy...
 Palety są przegniłe, powygryzane, w niektórych miejscach wystają gwoździe...

...słoma wydeptana i mokra...

...a budy przykryte są przemoczonymi kocami na które kapie woda z przegniłych i dziurawych dachów.

Chyba że obsłudze chodzi o to:

...jednak tak wykorzystać koce potrafi tylko jeden pies...

W tym schronisku liczą się pozory, bo to one są najważniejsze, żeby mieć dobrą opinię w mediach, w ratuszu i wśród ludzi, którzy nigdy nie byli w schronisku, ale pocieszają się, że psy mają w nim świetne warunki....

sobota, 12 grudnia 2015

Przyczynianie się do bezdomności... 12 grudnia w schronisku



Miesiąc temu pisałyśmy o suczce, która wróciła ponownie do schroniska wraz ze szczeniakami. Chodziło o to,  jak gmina Legnica wykonuje – a raczej NIE WYKONUJE – uchwały  o przeciwdziałaniu bezdomności,  poprzez bezmyślne i wybiórcze wykonywanie sterylizacji – raz na suczce, raz na samcu, w wyniku czego żadna płeć nie zostaje w schronisku CAŁKOWICIE wysterylizowana. I tak, jakby na potwierdzenie naszych słów w schronisku pojawiła się kolejna suczka ze szczeniakami, która całkiem niedawno została z niego zaadoptowana!  Tym razem suczka jest schowana, byśmy znów nie opisały bezsensownej działalności legnickiego schroniska. Wolontariuszka LPGK nawet nie wprowadziła jej na stronę schroniska! Obu suczek nie widać już od ok. 2 tygodni mimo tego, że są w schronisku, a wszystko po to, by ukryć dowody swojej niekompetencji...
Diana ma co najmniej dwa szczeniaczki, które próbują się wydostać z zablokowanego przed światem boksu.  Niestety wraz z mamą przebywają na malutkiej powierzchni wewnątrz, gdzie muszą się także załatwiać.
więcej o Dianie na Rozsądnych adopcjach
Tak więc, wraz z sześcioma szczeniakami poprzedniej suczki, gmina Legnica poprzez  bezmyślną działalność – kierownika schroniska, jego pracowników i weterynarza- przyczyniła się w krótkim czasie do narodzin co najmniej OŚMIU SZCZENIACZKÓW, które teraz będą szukały domu a w przyszłości być może zostaną porzucone i trafią do schroniska, albo zginą pod kołami samochodu a dodatkowo się jeszcze rozmnożą i urodzą kolejne szczeniaczki. Ten „sukces” ma kilku ojców.
Wszystko to w ramach wykonywania programu przeciwdziałania bezdomności do którego zobligowana jest każda gmina ustawą o ochronie zwierząt, na co musi przeznaczyć środki finansowe pochodzące od jej mieszkańców. Gmina Legnica zamiast przeciwdziałać bezdomności zwierząt, przyczynia się  do niepotrzebnego rozmnażania! Zaś na koniec roku Prezydent bez mrugnięcia okiem przyjmuje wykonanie programu bez zastrzeżeń...i tak w kółko.
Jeśli zależy Państwu na zwierzętach i nie jest Wam obojętne jak wydatkowane są NASZE pieniądze, jeszcze raz prosimy, by pisać w tej sprawie do Prezydenta Miasta oraz Radnych.  
Tylko KONSEKWENTNE  sterylizowanie jednaj płci – suczek, jednak w 100% czyli WSZYSTKICH idących do adopcji zapobiegnie w odczuwalnym stopniu bezdomności psów na naszym terenie!
Aktualizacja - dopiero po opublikowaniu tego posta, suczka została wprowadzona na stronę LPGK, jednak dopisano fałszywą historię , która nie ma potwierdzenia w faktach - jakoby została adoptowana będąc w ciąży(!). Zostało to zrobione w odpowiedzi na posta, tylko po to , by wybielić załogę schroniska - taki właśnie jest cel działania wolontariuszki LPGK w schronisku...
*****
Nadchodzi zima i kierownictwo jak co roku prowadzi propagandowe apele o zbieraniu kocy dla zwierząt, które w rzeczywistości i tak nie przysłużą się psiakom. Jednak żeby zmylić ofiarodawców, znów wrzucono na budy podarowane przez ludzi koce, by tylko sprawiały wrażenie, że są w boksach. Może ktoś wie w jaki sposób mają się one przyczynić do ogrzania zwierząt, kiedy leżą na dachu budy? 

Prosimy spojrzeć głębiej, do wnętrza bud. Tam wygnieciona, mokra słoma – nie ma żadnych kocy i NIGDY nie było!
 *******
Jeszcze o problemie nagminnie występującym w schronisku – napraw, które według kierownika dokonywane są na bieżąco. NA BIEŻĄCO w schronisku wygląda tak:
 ******

Wspominałyśmy ostatnio o tym, że w boksach jest brudno a pracownicy przez cały dzień jaki jesteśmy w schronisku nie sprzątają. Oto efekty tych zaniedbań:
 *******
Na koniec coś miłego – to nie może w tym miejscu wiązać się z człowiekiem - czyli pozdrowienia od naszych nowych milusińskich.

niedziela, 6 grudnia 2015

Święta - tradycja bez okrucieństwa

Rozpoczął się grudzień, a to oznacza, że w głównych sieciach handlowych zaczęło się nachalne epatowanie świąteczną atmosferą - wszystko po to by sprzedać jeszcze więcej niż zwykle. Jako główny symbol "polskich" świąt wykorzystywany jest wizerunek karpia - w niektórych sklepach już ruszyła sprzedaż żywych ryb, choć do świąt zostały jeszcze trzy tygodnie!


W tym roku prosimy Państwa o refleksję, zastanówmy się:

- czy karp czuje? Oczywiście, że tak! 
Skóra ryby jest silnie unerwiona. Karp czuje ciasnotę, rażenie prądem (tak zabija się ryby w niektórych marketach), nieświeżą wodę, brak tlenu i powolne duszenie. Tak naprawdę większość karpi, które trafia na nasze stoły zabijanych jest w sposób wręcz sadystyczny. Przyczynia się do tego przede wszystkim chęć kupowania przez klientów żywych ryb. Takie karpie muszą spędzić wiele dni w niemiłosiernie przepełnionych basenach, w brudnej i skrajnie niedotlenionej wodzie. Potem jeszcze transport do domu w reklamówce i powolna śmierć przed uduszenie... 


- czy karp jest koniecznym elementem świątecznej tradycji? Oczywiście, że nie!
Karp jako element "tradycyjnych" potraw wigilijnych to dwudziestowieczny wymysł hodowców tych ryb, który narzucili nam zwyczaj ich jedzenia w święta, żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy! W rzeczywistości ludzie powinni wiedzieć, że jedzenie karpia nie jest w żaden sposób związane z religijnym wymiarem Świąt (czy gdziekolwiek w Biblii jest mowa o karpiu w galarecie?) ani tym bardziej z tradycją! W rzeczywistości potrawy z karpia to stosunkowo młody wynalazek i chwyt marketingowy, dzięki któremu chów przemysłowy tych ryb nabija kieszenie wielkich hodowców! Jednak są to pieniądze okupione krwią!

A przecież Święta Bożego Narodzenia powinny być czasem miłosierdzia, okazywania łaski!

Zastanówmy się zatem czy chociaż w tym czasie nie moglibyśmy okazać wielkoduszności i sprawić by Święta w tym roku nie ociekały krwią i cierpieniem!

Więcej informacji na ten temat znajdziecie Państwo tutaj: co mogę zrobić?

Serdecznie zachęcamy Państwa do wypróbowania w tym roku przepisów na pyszne, a przede wszystkim niewymagające zabijania potrawy świąteczne. Szczególnie polecamy te przepisy:

W tym roku zaskoczcie swoich bliskich nowymi smakami!
  ***


Uwaga!

Apelujemy do Państwa, którzy odwiedzają schronisko dla zwierząt w Legnicy!

Doskonale rozumiemy, że kiedy przyjeżdżają Państwo do schroniska i widzą ogrom nieszczęść zwierząt zamkniętych w klatkach, odzywa się w Państwu współczucie i pierwszym odruchem jest wyciągnięcie ręki do porzuconych psów - żeby pogłaskać, podrapać za uszkiem, po prostu pocieszyć! Rozumiemy to doskonale, ponieważ robimy to co tydzień przez kilka godzin. Jednak po wielu latach regularnego przyjeżdżania do schroniska nauczyłyśmy się pewnych zasad:
- większość z psów zamkniętych w tym miejscu przeżyła traumę, została skrzywdzona przez ludzi. Zwierzęta te odczuwają strach, których u niektórych może objawiać się agresją;
- niektóre z przebywających w schronisku psów nie zostały jeszcze zsocjalizowane, tzn. nie wiedzą jak powinny zachowywać się w kontakcie z człowiekiem, nie rozumieją, że wyciągnięta do nich ręka może pogłaskać, sprawić przyjemność a nie wyrządzić krzywdę. Socjalizacja to zadanie nas - wolontariuszy, ale wymaga ona czasu!;
- niektóre psy zostały skrzywdzone tak mocno i cierpiały tak długo, że nigdy już nie będą chciały być dotykane przez obcych ludzi. Przekraczanie ich granicy bezpieczeństwa może wywołać u nich reakcję obroną, a psy mogą się bronić tylko zębami!
- zamknięcie w klatce sprawia, że psy czują się "przyparte do muru", przybywają na ograniczonej przestrzeni, bez drogi ucieczki. To też powoduje stres i reakcję obronną - ugryzienie!

My głaszczemy, przytulamy, drapiemy itd. tylko te psy, które wystarczająco długo znamy, na których proces socjalizacji poświęciłyśmy wiele tygodni i miesięcy.

Dla Państwa odwiedzających schronisko każdy pies jest obcy, a przede wszystkim Państwo jesteście obcy dla nich! 
Dlatego apelujemy: nie dotykajcie nie znanych sobie zwierząt!
Jeśli chcecie Państwo nawiązać taką intymną więź z psem, przyjeżdżajcie do schroniska regularnie! 
Poznawajcie stopniowo przebywające w nim zwierzęta, dajcie im się poznać!