poniedziałek, 13 maja 2013

Sprawozdanie ze schroniska - 11.05.2013



Chcemy relacjonować Państwu na bieżąco co się dzieje w schronisku podczas naszych cotygodniowych wizyt. W związku z tym rozpoczynamy cykl pt. „Sprawozdania”, w którym będziemy opisywać aktualną sytuację psów w legnickim schronisku i dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Traktujemy to jako przysługującą nam – mieszkańcom tego miasta - kontrolę obywatelską nad wykonywaniem zadań publicznych przez jego władze, finansowanych z naszych podatków. Jest to kolejny sposób do zmobilizowania osób odpowiedzialnych za los przetrzymywanych tam zwierząt do pomocy im, a tym samym do  wykonywania swoich obowiązków względem mieszkańców, którzy powierzyli im takie funkcje. Państwa także zachęcamy do korzystania z prawa kontroli obywatelskiej władz naszego miasta i zapraszamy do schroniska.


11.05.2013 - sobota


* Trzy boksy w części hotelowej nr 5, 9, 12 miały zablokowane włazy, tak, że psy w nich przebywające nie mogły wychodzić na zewnątrz, a potencjalni adoptujący nie mogli ich zobaczyć – co jest tym razem do ukrycia? 



* Wszystkie budy mają pootwierane dachy – deszcz pada prosto do środka, co powoduje ich trwałe zawilgocenie, apoza tym noce bywają jeszcze całkiem chłodne


* Płachta będąca zadaszeniem nad boksami w części hotelowej, została zdjęta i pracownicy powrócili do swojego zwyczaju zlewania boksów z góry, dzięki czemu wszystko jest teraz mokre– posadzka, ściany i siatka stanowiąca sufit. Z każdej strony woda cieknie na psy, które po takich zabiegach zmuszone są albo przebywać tylko w środku (na powierzchni niecałych 3 m², często po kilka w jednym boksie), albo być permanentnie mokre i walczyć z utrzymaniem równowagi na zewnątrz ślizgając się na mokrych kaflach.
* Od kilku tygodni obserwujemy niepokojącą a raczej bezmyślną praktykę wyprowadzania (jeśli już do tego w ogóle dochodzi) psów na wybieg. Korzystają z niego przeważnie te same małe psy, które do schroniska trafiły niedawno, kosztem psów dużych i przebywających w nim znacznie dłużej – w większości pół roku, dla suczki z 37 to rok a dla amstafki z 21 to kilka lat zupełnej izolacji!!! Chodzi głównie o psy zamknięte 24 godziny na dobę w  boksach nr 24, 25, 26, 27, 28, 29, 33, 34, 37 - te z długim stażem - a także o duże psy z boksów 16, 17, 19, 20, 21, 22 i 23. Szczególnie dla tych psów wybieg jest niezbędny do rozładowania energii i zaspokojenia podstawowej potrzeby życiowej, jaką jest ruch. Ze względu na swoje rozmiary oraz temperament siedzą w tych boksach pojedynczo, co powoduje brak jakichkolwiek bodźców zewnętrznych. Gołym okiem widać u tych psów depresję, wycofują się nawet te, które wcześniej miały nieposkromioną energię. Patrząc na nie widać cierpienie, smutek i rezygnację - one zwyczajnie wegetują czekając albo na cud adopcji, albo na chorobę, zimno czy głód, które je w tym miejscu w końcu zabije i zakończy ich cierpienie. To wszystko dzieje się za sprawą ludzi, którzy są zatrudnieni właśnie dzięki psom. Czy w takim wypadku naturalne nie powinno być dbanie o tych, dzięki którym ma się pracę? Przecież gdyby nie psy, byłoby bezrobocie albo „zsyłka” w mniej milsze miejsca jakimi dysponuje LPGK. Określenie : "szacunek do pracy" to w schronisku puste słowo, jednak kiedyś może się ono pomścić. W końcu w dobie takiego bezrobocia z pewnością znajdzie się wielu chętnych do pracy w schronisku - na rzecz zwierząt. 

* Poniżej widać, że na mycie misek pracownicy także nie znajdują ani czasu ani chęci i wolą odpoczywać w swojej kanciapie. Bardzo często zdarza się, że w soboty po schronisku kreci się tylko jeden pracownik tzw. porządkowy od czarnej roboty, zaś drugiego pracownika przez cały dzień nie widać na zewnątrz. Po co więc zatrudniać dwóch na dzień, kiedy pracy jest dla jednego? A i ten większość czasu przechadza się „pilnując” tych, którzy „nie wiadomo po co” kręcą się  po schronisku.


* W boksach psy podobierane są zupełnie bezmyślnie, czego w tym tygodniu dowodem są aż trzy boksy! Do boksu nr 1, w którym przebywa pies nie tolerujący innych zwierząt, dodano kolejnego psa, który ma już poważnie pogryzione ucho (ciekawe czy zostało chociażby opatrzone przez weterynarza który „nic nie widzi”), a wokół misek i przed wejściem do budy widać ślady krwi. 
W boksie nr 2 jest pies z bolącą przednią łapą, na którą nie może stanąć – do tej pory siedział sam i był zdrowy, chodził normalnie, w tym tygodniu dokwaterowano mu aż dwóch młodszych towarzyszy niedoli i momentalnie pies kuleje. 
W boksie nr 6 są trzy suczki, w tym jedna bez zębów z opuchniętymi od twardego pokarmu dziąsłami (wszystkie psy w schronisku, bez względu na stan zdrowia dostają to samo jedzenie), która dodatkowo musi walczyć o jedzenie z młodszymi…
Czy ktoś z zatrudnionych w schronisku to widzi? A przede wszystkim czy ktoś tam myśli??? Sześć zatrudnionych na co dzień osób i żadnej z nich nie stać na odruch współczucia i pomocy? Wolontariusze LPGK także nie zwracają na to uwagi, bo ich obecność ma być jedynie gwarancją „współpracy” i kreowania  wizerunku idealnego schroniska. Kim trzeba być, żeby takie rzeczy nie poruszały sumienia? Kierownik tego całego zamieszania podpisuje się oczywiście pod taką bezmyślnością, a w wywiadach telewizyjnych umie tylko powtarzać jedno wyuczone na pamięć zdanie : „wszystko u nas w porządku, pieski są szczęśliwe, niczego im nie potrzeba” - słowa nie mające jak widać nic wspólnego z rzeczywistością…


*  Największy w schronie pies z boksu 22, który trafił do niego w marcu czyli dwa miesiące temu, w stanie zagłodzenia, zawsze ma puste miski – nawet suchy pokarm jest wyjedzony. Czy w takim wypadku nie powinno dbać się o to, by ten pies nigdy więcej nie był już głodny i by jego miski były zawsze pełne? Czy jemu też musi przysługiwać jedna miska jedzenia, tak jak mniejszym i zdrowszym psom? Ten pies nadal jest wygłodniały i wyjada przez kraty nawet okruchy które leżą przed boksem! Jest to zupełnie niezrozumiałe i może wynikać jedynie z ludzkiej niechęci, ponieważ magazyny schroniska od zawsze przepełnione są suchym pokarmem, który często leży tak długo, że pleśnieje i wyrzuca się go do śmieci.




Skoro mowa o jedzeniu, to NIGDY odkąd przychodzimy do schroniska – czyli przez kilka lat w różne dni tygodnia – nie widziałyśmy, by psy dostawały jedzenie z puszek. Myślałyśmy, że problemem jest ich brak, dlatego na każdym kroku apelowałyśmy do ludzi przynoszących dary właśnie o puszki. Od dłuższego czasu te puszki są i same widzimy, że ludzie przywożą je do schroniska. Pytanie brzmi:  co się z nimi dzieje??? Skoro nie dostają ich nawet te psy, które trafiają do schroniska zagłodzone oraz te, które nie mogą pogryźć twardego pokarmu?...
 
************

Kolejna sobota spędzona przez nas w schronisku, świadczy o tym, że w Legnicy nie ma prawdziwego schroniska  - które w nazwie ma chronić, opiekować się – a jest więzienie dla zwierząt, gdzie psy „wtrąca się” do boksu, zamyka 24 godziny na dobę przez x miesięcy i mimo wygrania walki o wybudowanie wybiegu, pracownicy wykorzystują go według własnego „widzimisię”, które pozbawione jest jakiejkolwiek logiki i myślenia. Dzieje się tak nie z braku środków czy możliwość, tylko z lenistwa ludzi tam zatrudnionych! Dla wielu psów „schronisko” to także piekło, gdzie oprócz zamknięcia i ograniczenia wolności, dodatkowo muszą walczyć z innymi psami o przetrwanie, zaś ci, którzy bezmyślnie je ze sobą „dobierają” do wspólnych „celi”, nie biorą za to żadnej odpowiedzialności i bez wzruszenia przechodzą obok ich krzywdy.

sobota, 4 maja 2013

Apel o pilną adopcję!

Choć wszystkie psy w schronisku potrzebują domu, to w tym tygodniu pragniemy szczególnie zaapelować o pilną adopcję dla dwóch psów, które mogą nie przeżyć! 

Ares to ofiara ludzkiego okrucieństwa - trafił do schroniska niemal zagłodzony na śmierć! Mimo spędzenia w nim trzech tygodni, jego stan się nie poprawił! Wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej - dziś Ares nie był w stanie ustać o własnych siłach na śliskich kaflach w boksie! Ten pies potrzebuje ciepła, karmy, ale przede wszystkim pilnej wizyty w gabinecie weterynaryjnym. Jeśli mu tego nie zapewnimy, to pozwolimy by odszedł w schronisku, które, po tym co przeżył, powinno być dla niego wybawieniem. Niestety tak się nie stało! Ares jest w tak złym stanie, że schronisko oraz współpracujące z nim osoby nie zgadzają się na publikacje jego zdjęć na oficjalnej stronie.

Jeszcze tydzień temu Ares chodził o własnych siłach:

Dziś nie był już w stanie stać:
 

....nie mówiąc już o poruszaniu się na śliskich kafelkach w hotelowym boksie:




Drugim psem potrzebującym natychmiastowej adopcji jest staruszek Polar. Nie wiemy, jak wyglądało jego życie zanim trafił do schroniska, ale musiał zaznać przemocy ze strony ludzi, ponieważ na sam widok człowieka kulił się, trząsł i chował w kąt. Kiedy w końcu nieco się otworzył, został przeniesiony do boksu z większym i młodszym psem. Doszło między nimi do walki o względy przechodzących obok ludzi, o miskę, o miejsce w budzie... Dziś w boksie wszędzie widać ślady krwi, psy są pogryzione, a mniejszy i straszy Polar znowu zamknął się w sobie - leży pod ścianą, patrzy tylko w nią i boi się ruszyć... Jeśli szybko nie znajdzie domu,  zdechnie w schronisku ze starości lub z powodu ran odniesionych w ciągłych starciach z towarzyszem z boksu...

Polara, Aresa oraz inne psy z legnickiego schroniska znajdziecie Państwo na stronie:

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Sterylizacja przeciwdziała bezdomności i ratuje życie


Pomyślmy sobie ile szczeniąt może mieć w ciągu swojego życia jedna suczka, która może rodzić nawet dwa razy do roku? 

Dlatego tak ważne jest by po zaadoptowaniu suczki ze schroniska pomóc także innym psom w przyszłości i zadbać o wysterylizowanie jej. Dzięki temu, będziemy mieć swój osobisty wkład w walkę z bezdomnością zwierząt, czym sprawimy, że mniej będzie dramatów zwierząt, które przez brak takiego zabiegu trafiają ciągle do schronisk w całym kraju.

Należy rozwiać mity związane ze sterylizacją zwierząt.
Podstawowym błędem jest myślenie, że najzdrowiej – zarówno dla suczki jak i dla psa – jest raz dopuścić do zapłodnienia. NIE MA W  TYM GRAMA PRAWDY!!! Suka podczas ciąży nadwyręża swój organizm, co może powodować nieodwracalne zmiany i w przyszłości pojawić się mogą nowotwory. Z kolei pies, który zostanie raz dopuszczony – zawsze będzie o tym pamiętał, i mimo kastracji, będzie zachowywał się inaczej niż ten, który tego nigdy nie zaznał. Takie kumulowanie w sobie niespełnionych emocji u zwierząt, które nie zostały poddane  zabiegowi, jak i tych które przeżyły „swój pierwszy raz” zawsze prowadzi w przyszłości do różnego rodzaju dolegliwości zdrowotnych (ropomacicze, nowotwory).  Poza tym, myślenie typu: „dopuszczę swoją sukę bo mam chętnych na szczeniaki” jest równoznaczne z tym, że pozbawia się domów zwierzęta, które już żyją i cierpią w schroniskach! To jest sztuczne zapełnianie domów, które mogłyby przyjąć pod swój dach zwierzęta już porzucone i najbardziej takiego domu potrzebujące. Dlatego nie myślmy sobie, że mamy czyste sumienie, gdyż w ten sposób zabieramy domy tym najbardziej ich potrzebującym, a jaką mamy gwarancję że kiedyś nasz oddany szczeniaczek nie trafi na ulicę i niepotrzebnie się nie rozmnoży? To jest błędne koło, które sprawia, że sami przyczyniamy się bezmyślnie do bezdomności zwierząt i zapełniania schronisk.

Suczka powinna być sterylizowana przed pierwsza cieczką, która występuje ok. 6 -12 miesiąca życia, w zależności od rasy i wielkości (najlepiej zasięgnąć konsultacji weterynaryjnej). Jeśli nie umiemy dokładnie ustalić jej wieku, wtedy należy poczekać do cieczki po której, w okresie ok. 3-4 miesięcy najbezpieczniej jest ją poddać takiemu zabiegowi (narządy rodne są wtedy w stanie największego odpoczynku, co gwarantuje najmniejsza ingerencję w organizm).
Lekarze weterynarii dysponują obecnie takimi środkami i posługują się takimi technikami, które gwarantują naszym pupilom bezbolesne przejście takiego zabiegu. Po sterylizacji/kastracji zwierzęta czują się dobrze i nie wymagają żadnej rekonwalescencji.
Jeśli kochacie swoje zwierzęta i chcecie utrzymać je jak najdłużej w ZDROWIU , a także zapewnić im DŁUGIE ŻYCIESTERYLIZUJCIE JE i nie dopuszczajcie do NIEPOTRZEBNEGO rozmnażania, w imię pozbawionych prawdy średniowiecznych mitów!

Ponieważ problem bezdomności jest powszechny, powstają ogólnopolskie akcje mające na celu ułatwić właścicielom zwierząt podjęcie decyzji o sterylizacji. W związku z tym, od kilku lat w miesiącu MARCU można taniej wysterylizować/wykastrować naszego zwierzaka. Co roku włącza się w taką akcję Lecznica weterynaryjna dr Legienia, która mieści się w Legnicy przy ul. Wrocławskiej 168-174 http://www.lecznicalegnica.pl/


Już w kilka godzin po zabiegu suczki suczka wraca do domu, gdzie przez 7 dni nosi specjalny fartuszek, który zakłada jej weterynarz


niedziela, 14 kwietnia 2013

Minął rok od zlikwidowania wolontariatu

Dokładnie rok temu, 1 kwietnia, zarządca schroniska - spółka LPGK - zdecydowała się na zlikwidowanie wolontariatu w dotychczasowej formie, w jakiej funkcjonował bezproblemowo przez kilka lat. Wolontariat ten, w pełni oparty na dobrej woli odwiedzających schronisko ludzi, zastąpiono korzystniejszym dla spółki tzw. "porozumieniem". I tak pieskie życie w schronisku stało się jeszcze bardziej szare i smutne, ale po kolei...

Przed 1 kwietnia 2012
Wolontariuszem mógł zostać każdy, komu leżał na sercu los psów w schronisku; każdy, kto chciał pomóc, ale nie mógł adoptować psa; każdy, kto chciał spędzić wolny dzień na łonie natury w towarzystwie zwierząt; każdy, kto chciał poczuć, że nie jest egoistą i robi coś ważnego. Każdy miał swoje powody, a efektem było schronisko tętniące życiem. Odwiedzali je młodzi, starsi, całe rodziny, które chciały pokazać dzieciom czym jest odpowiedzialność i opieka nad psem, a nawet całe klasy pod opieką wychowawców... Nierzadko ruch był tak duży, że jednego dnia na spacer wychodziły wszystkie psy. 
Wśród całej tej masy "spontanicznych" wolontariuszy, było też wielu, którzy odwiedzali schronisko regularnie. Zajmowali się socjalizacją najtrudniejszych przypadków, ale także pielęgnacją - latem wszystkie psy były wykąpane i wyszczotkowane. Nie da się bowiem ukryć, że wielu adoptujących kieruje się pierwszym wrażeniem, a nie wszyscy są tak empatyczni, żeby przytulić brudnego i śmierdzącego kundelka... A poza tym pies z czystą, oddychającą skórą pozbawioną kołtunów po prostu lepiej się czuje...



Po pierwszym kwietnia 2012
LPGK bardzo nie podobały się tłumy odwiedzające schronisko i obserwujące, co się w nim dzieje. Pracownicy również narzekali, że przez wolontariuszy ich "wolne" soboty - kiedy to mogli przesiadywać w swojej kanciapie i oglądać seriale - stały się dniami najbardziej pracowitymi, bo musieli obsługiwać wolontariuszy. 
Długo myślano, jak się ich pozbyć i wreszcie sztab prawników, opłacanych przez LPGK, wymyślił "porozumienie". O co w nim chodzi? 
Z dniem 1 kwietnia 2012 r., każdy wolontariusz, który odwiedzał schronisko tchnięty potrzebą zrobienia czegoś dobrego, został odprawiony z kwitkiem. Wszystkim tym ludziom powiedziano, że najpierw muszą postarać się u lekarza o  odpłatne zaświadczenie stwierdzające "brak przeciwwskazań zdrowotnych do wyprowadzania psów"(???). Kiedy już uzyskają takie absurdalne zaświadczenie zostaną przeszkoleni przez samego kierownika z zakresu przepisów BHP i dopiero wtedy będą mogli wykazywać się swoją dobrą wolą. Jednak będzie ona warunkowana wieloma ZAKAZAMI, które spółka wprowadziła tylko po to, by nie było wielu chętnych do takiej "roboty" (po co mają się kręcić  i być świadkami prawdziwego obrazu schroniska).
Jest to m.in.:
- ZAKAZ robienia zdjęć, 
- ZAKAZ spacerowania w parze z innym wolontariuszem, 
- ZAKAZ promowania adopcji poza oficjalną stroną powiązaną z LPGK (???)
i kilka innych. 
A dodatkowo, jeżeli ktoś nie spodoba się pracownikowi zawsze może dostać od niego naganę za łamanie - szeroko już wtedy rozumianych - "zasad współżycia społecznego", co skutkuje KARĄ (? za dobrą wolę!!!) jaką jest dożywotni ZAKAZ dobrowolnego wyprowadzania psów!!!
I tak, Legnica stała się ewenementem na skalę całego kraju, ponieważ w żadnym innym schronisku takie przepisy nie funkcjonują! Owszem, podpisuje się umowy z wolontariuszami określające zakres ich czynności, ale mieszczą się one w ogólnych przepisach o wolontariacie - nigdzie nie ma takiej samowolki jak w Legnicy, gdzie miejska spółka nie będąca właścicielem schroniska, a jedynie nim zarządzająca, wprowadza swoje wewnętrzne przepisy, które chronią jedynie jej interesy i nie mają  nic wspólnego ze zwierzętami, którymi powinna się "opiekować". We wszystkich innych schroniskach podejmowane są działania, mające na celu ułatwienie  dobrowolnej pomocy, dlatego takie umowy podpisywane są "od ręki" i od razu można zająć się zwierzętami. Bezinteresowna pomoc nie jest warunkowana zakazami, wręcz przeciwnie, wolontariusze w zamian za swoje  postępowanie na rzecz zwierząt, nabywają przywileje, a także zwraca się im koszty poniesione przy wykonywaniu pracy. Tylko u nas, dobrowolne udzielanie się w schronisku zacząć trzeba od spełnienia warunków skomplikowanej procedury oraz zainwestowania w zaświadczenie lekarskie, które nie mieści się w granicach refundowania przez NFZ...
Jak wiadomo, dobra wola też ma swoje granice! Inne schroniska walczą o wolontariuszy i mają ich po kilkadziesiąt (!) - u nas natomiast zniechęca się ich wszelkimi sposobami!
Efektem jest sytuacja o jakiej LPGK marzyło od kilku lat - 95% odwiedzających udało się zniechęcić do odwiedzania schroniska. Dziś wolontariuszy jest dwóch (ściśle współpracujących z LPGK)  w porywach do trzech, czterech (niezależni) i gdyby nie wybieg, który też jest wykorzystywany według humorów pracowników (Pracownicy schroniska ignorują wybieg)  większość psów nie wyszła by z boksu nawet raz w miesiącu! - co przed podpisaniem porozumienia nie miało miejsca, mimo tego, że schronisko było o wiele bardziej przepełnione. 
Osoby nie należące do grona ścisłych wielbicieli i piewców LPGK są wręcz szykanowane. Psy są niewybiegane, schorowane, wychudzone i zaniedbane - miłośnicy LPGK nie przeciążają się kąpaniem i szczotkowaniem. Pracownicy święcą tryumfy - soboty na powrót stały się dniem wolnym, a schronisko smutnym i szarym miejscem, odwiedzanym jedynie przez kilku najbardziej zdeterminowanych, którzy potrafią zacisnąć zęby i oprzeć się szykanom.
Panie prezesie, panie kierowniku, pieniądze wydane na prawników, którzy wymyślili ten sprytny fortel zwany "porozumieniem" zwróciły się z nawiązką - udało się wam zlikwidować wolontariat w schronisku!
********

        Pozostała im miłość przez kraty...

Pracownicy mają wolną sobotę - w weekend się nie sprząta...

... brak pielęgnacji i szczotkowania

Pełna beznadzieja i rezygnacja...


Dlatego apelujemy do wszystkich miłośników psów!
Jeśli chcecie pomóc, ale nie jesteście w stanie zaakceptować polityki LPGK w sprawie zaświadczeń i zakazów oraz szykan pracowników lub po prostu nie dysponujecie wolnym czasem, by fizycznie przebywać w schronisku, proponujemy Wam wolontariat wirtualny! To coś, co możecie robić wieczorami, w pracy, w każdej wolnej chwili nie wychodząc z domu! 
Po prostu czytajcie tego bloga, wchodźcie na niego regularnie, opowiedzcie o nim znajomym a także PROMUJCIE stronę Rozsądne adopcje i samą ideę adopcji ze schroniska! 
Tylko w ten sposób LPGK może zacząć liczyć się z opinią legniczan i zobaczyć, że wszelkie ich przekręty i zaniedbania, których dopuszczają się w schronisku stają się jawne i widoczne!
Dodaj http://www.rozsadne-adopcje.blogspot.com/ i Bloga wolontariuszek do "ulubionych" - im nas więcej, tym większa presja na LPGK i Urząd Miasta - właściciela schroniska, który także nie widzi problemu ze zlikwidowaniem wolontariatu i nic z tym nie zamierza zrobić.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Kiedy remont???

Podczas szumnego otwarcia wybiegu dla psów zbudowanego po wniesieniu przez legniczan skargi na władze naszego miasta, pani wiceprezydent Jadwiga Zienkiewicz publicznie zapowiedziała przeprowadzenie w tym roku remontu boksów i przekazanie na ten cel 30 tysięcy złotych  - po wielu naszych interwencjach, dostrzegła w końcu taką konieczność, zwłaszcza że prawdziwego REMONTU nie było w schronisku od czasów jego powstania(!)

Cały czas czekamy na realizację zapowiedzianego remontu, tym bardziej, że dachy w boksach są w coraz bardziej opłakanym stanie - jeszcze nigdy nie były tak dziurawe i tak nie przeciekały. W boksach non stop zalega woda. Kiedy temperatura spada poniżej zera zamienia się w grubą warstwę lodu, po której psy prostu się ślizgaj...


Kiedy temperatura delikatnie wzrasta, z dachów woda leje się do środka boksów. Słoma nasiąka wodą, deski w budach gniją, karma nasiąka i zamienia się w papkę z deszczówką... Jedynym plusem dla pracowników jest to, że nie muszą nalewać wody do misek ... bo leje się sama z dachu:


Tak jest tylko wtedy, kiedy deszcz nie pada... bo kiedy zaczyna padać w boksach jest prawdziwa powódź... 

Kolejnym problemem są kafle, którymi wyłożone są boksy tzw. "hotelowe", czyli te lepsze... Pisałyśmy o tym już rok temu, a kafle nadal odpadają, pękają i ranią psy:


Przez całą zimę włazy do boksów były uszkodzone, w takim stopniu, że równie dobrze mogłoby ich w ogóle nie być... Ostatnim razem zostały naprawione dopiero po naszej spotkaniu z Radnymi w schronisku. Czy za każdym razem, kiedy powstanie jakaś usterka kierownik schroniska będzie czekał na wizytę Radnych lub skargę do Głównego Lekarza Weterynarii, żeby dokonywać bieżących napraw? 
Czy konieczny jest nakaz z góry, żeby pan Boksa zauważył że włazy przez całą zimę są dziurawe? Ciekawe czy w jego domu drzwi tez są non stop otwarte,  zwłaszcza w mroźne noce?



Czy Urząd Miasta z zapowiadanym remontem, tak samo jak z wybiegiem, zamierza czekać na skargę mieszkańców naszej gminy i nakaz Głównego Lekarza Weterynarii?

A jest na co się skarżyć - Ustawa o ochronie zwierząt mówi wyraźnie:
"Kto utrzymuje zwierzę domowe, ma obowiązek zapewnić mu pomieszczenie chroniące je przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi." art. 9

"Kto narusza nakazy albo zakazy określone w art. 9, (...) podlega karze aresztu albo grzywny." art. 37

Zabezpieczenie psów przed zimnem (-10 stopni), upałem (+30 stopni) i opadami atmosferycznymi jest także jednym z punktów, na które MUSI zwrócić uwagę Powiatowy Lekarz Weterynarii w schronisku, podczas swoich kontroli. Za ciągle zalewanie boksów, karmy oraz bud wodą odpowiadają nie tylko władze gminy, ale także pan Jacek Cichosz - dokładnie tak, jak w przypadku ośmioletniego opóźnienia w budowie wybiegu...