niedziela, 10 kwietnia 2016

Obsługa schroniska - jego największym problemem...



Zaczniemy od „opieki weterynaryjnej” nadal niewidocznej w schronisku. Oprócz suczki z bolącymi opuszkami, która nadal nie zasłużyła na uwagę weterynarza i cierpi na każdym kroku, bo nie ma możliwości chodzenia tylko na przednich łapach,
doszedł jeszcze młody wilczur. Mimo tego, że ktoś zadał sobie trud założenia mu obroży przeciwpasożytniczej (pies był jeszcze dzisiaj oblepiony kleszczami) nie zauważono faktu, że ma powiększone i bolesne węzły chłonne na szyi. Pies jest osowiały i cierpi z tego powodu przy każdym dotyku. Węzeł jest wyraźnie powiększony z jednej strony, a skóra pod gardłem mocno naciągnięta . Z pewnością odczuwa ból także podczas przełykania jedzenia. W związku z tym,  nawet nie szczeka, izoluje się i nie bardzo chce wychodzić z budy.


Oczywiście pracownicy będący cały dzień w schronisku nie są w stanie zauważyć takich rzeczy, bo zwierzęta zwyczajnie ich nie interesują – najważniejsze, by szybko wykonać swoją podstawową „robotę” i schować się na resztę dnia w budynku. 
*******
Wiosna jeszcze się nie objawiła ale schronisko przestrzega kalendarza w tej kwestii i szybko usunięto plandekę zasłaniającą boksy przy budynku.  I tak psy w nich przebywające znów są narażone na niesprzyjające warunki atmosferyczne – obecnie na deszcz, a w niedalekiej przyszłości na palące słońce. 
 
Jednak najważniejsze, że obsługa może łatwiej i szybciej zlać je wodą i mieć więcej wolnego czasu. W zimie długo trzeba czekać na  osłonięcie tych boksów, zaś na wiosnę plandeka znika szybciej niż pogoda na to wskazuje…  
Jak dokumentuje powyższy film, na boksach których nie można czyścić od góry, bez problemu zrobiono stałe zadaszenie, dlatego jedynym argumentem braku zadaszenia pozostałych jest TYLKO I WYŁĄCZNIE wygoda pracowników. 
Fakt, że boksy nie są osłonięte wpływa także na stan kafli, jakimi są wyłożone. Nie są one dostosowane do warunków atmosferycznych – kafle ścienne do wnętrz – w związku z czym   mocno  skorodowane, popękane i krzywe, a wiecznie stojąca w ich zagłębieniach woda dodatkowo je niszczy. 
powodu, że nie spełnia żadnego pożytecznego zadania, a wręcz zagrożeniem dla zwierząt, od lat apelujemy o ich usunięcie i wylanie boksów chociażby betonem - jak jest w boksach zewnętrznych. 
Oprócz tego, by jak najdłużej zachować boksy w dobrym stanie technicznym powinno być na nich STAŁE ZADASZENIE.  Nie wspominając o tym , że przetrzymywanie w takich warunkach zwierząt jest łamaniem prawa, bo naraża je to na urazy i upadki – kafle, kiedy są mokre, są także śliskie i psy z trudnością utrzymują na nich równowagę, zwłaszcza te stare i słabe.
Niestety, nikt z władz jak dotąd nie widzi w tym żadnego problemu… Nam się nie udało tej kwestii zmienić, dlatego może ktoś z Państwa dla dobra zwierząt weźmie się za tą sprawę i popchnie ją do przodu...?

********
Ostatnio większość boksów hotelowych jest w soboty blokowana i zwierzęta nie mogą wyjść na zewnątrz. Siedzą cały dzień na niewielkiej przestrzeni, na której  muszą się także załatwiać. 

Niektóre,słysząc człowieka próbują wyjść i poszczekując mocno drapią w zamknięte włazy.
Nie wiemy dlaczego większość zwierząt jest zamykanych przed światem w małym pomieszczeniu . Dlaczego obsługa zabrania im jakichkolwiek bodźców zewnętrznych, a przede wszystkim kontaktów z ludźmi. Przecież to jest znęcanie się! To tak jak karcer dla ludzi! Czy nikt tego nie widzi i nie rozumie, że one przez to dodatkowo cierpią?! To jest właśnie problem schroniska – LUDZIE, którzy pracują tylko dla własnych celów i są pozbawieni jakichkolwiek uczuć wyższych i empatii wobec zwierząt. I mimo wszelkiej pomocy ze strony ludzi dobrej woli, którzy praktycznie utrzymują psy przywożąc karmę i inne rzeczy potrzebne zwierzętom, mimo sprzyjających warunków infrastruktury schroniska, wybudowania wybiegu i tego typu rzeczy – w legnickim schronisku nie będzie dobrze, póki nie zostanie wymieniony czynnik ludzki na ludzi kochających zwierzęta.
*****
A oto efekt niewyprowadzania psów na wybieg – bez komentarza :

********
Nowe ofiary ludzkiej bezmyślności czekają na odpowiedzialne domy i ludzi którzy się nimi zaopiekują – NA ZAWSZE.
Wśród nich śliczna, młoda i zabawna „kluseczka”:

niedziela, 3 kwietnia 2016

Wolontariusz zależny a wolontariusz niezależny. Schronisko pozorów cz.II


Dzisiejszy post jest drugą częścią postu sprzed roku pt. Schronisko pozorów cz.I. Postanowiłyśmy w nim wyjaśnić organizację i działalność wolontariatu działającego w schronisku, by nie było wątpliwości kto jest kim.
Oprócz nas w schronisku działa wolontariuszka mająca podpisaną umowę z LPGK, która prowadzi stronę schroniska, a także osoby wyprowadzające zwierzęta na spacery. Niestety, wolontariat w legnickim schronisku  jest podzielony i nie działa na zasadzie współpracy, a czasami wręcz ze sobą walczy…
W 2009 r., kiedy rozpoczęłyśmy swoją dobrowolną działalność w schronisku nie było żadnej grupy ludzi, którzy pomagaliby regularnie  i konsekwentnie zwierzętom. Pracownicy i obsługa do tego roku robili wszystko, by po schronisku nikt się nie kręcił i nie widział jego prawdziwego oblicza.
 odgryzione ucho Laury
 zima...

Od 2009 r. ten błogi sen w pracy został pierwszy raz skutecznie zakłócony i przyszedł czas niechcianego przebudzenia. „Świętego spokoju” nie chciano łatwo oddać i chwytano się najróżniejszych sposobów : od wyśmiewania, zastraszania i ignorowania, aż do zaprzyjaźnienia się z „wrogiem”, by łatwiej nim manipulować. Niestety, wszystkie te działania nie odniosły skutku ponieważ nie było przejawów stałej zmiany na lepsze warunków w jakich przebywały zwierzęta ani ich właściwego traktowania przez pracowników. Naszym głównym celem nie były spotkania towarzyskie z obsługą i podawanie sobie rąk, tylko przestrzeganie praw zwierząt w tym miejscu, dlatego nie szłyśmy na żadne kompromisy, które miałyby umniejszyć właściwe traktowanie zwierząt. Działalność w schronisku była i jest dla nas czasochłonna, ponieważ od zawsze dzielimy ją między pełnoetatową pracą a domem i rodziną. Jednak stała się ona koniecznością i nie mogłyśmy odpuścić zwierząt, które nie mogły się same o siebie zatroszczyć. Dzięki temu, że nasza obecność w schronisku była regularna i konsekwentnie domagałyśmy się lepszego traktowania zwierząt, od 2009 zaszły w nim naprawdę duże zmiany. Jednak nikt, kto wcześniej nie doświadczył schroniska nie potrafi sobie nawet wyobrazić tego, jak ono kiedyś funkcjonowało i wyglądało! Trzeba mieć na uwadze, że przez cały czas pracują w nim – z jednym wyjątkiem - te same osoby, które wcześniej dopuszczały się karygodnych zaniedbań i okrutnego wręcz stosunku do zwierząt, co dzisiaj trudno jest sobie wyobrazić. Ale tak było i my o tym nie zapomnimy. Jesteśmy przekonane, że gdybyśmy odpuściły sobie schronisko i zajęły się swoimi sprawami sytuacja szybko wróciłaby do normy sprzed 2009 r., dlatego musimy pamiętać, by nie zniweczyć całej tej działalności.
Wracając jeszcze do sposobów jakimi próbowano się nas pozbyć ze schroniska lub ułożyć tak, by pracownicy nadal mogli pracować dla siebie, nie dla zwierząt, wymyślono ten, który do tej pory okazuje się najbardziej skuteczny – stworzono w kontrze do nas  swój wolontariat, który ma tworzyć z zewnątrz alibi dla pracowników i kierownictwa. Dla uwiarygodnienia pozwolono na pracę na rzecz zwierząt, jednak tylko w granicach określonych przez obsługę, czyli takich które zbytnio nie obciążają załogi, ale są widoczne dla odwiedzających. Osoba tworząca ten wolontariat przyszła do schroniska po zmianach jakie miały miejsce po naszych interwencjach, kiedy schronisko wyglądało już w miarę normalnie. Za sprawą pracowników przyjęła ona  w stosunku do nas wrogie nastawienie nie zdając sobie sprawy, że gdyby nie nasze wcześniejsze działania, nigdy w życiu nie pozwolono by jej na taką działalność! Tym bardziej smuci fakt, że zamiast być wdzięczną, bo przyszła już na „gotowe”- walczy z nami tak, jakbyśmy krzywdziły Bogu ducha winnych pracowników. Manipulowanie ludźmi było zawsze dla nudzącej się obsługi przyjemnością, zaś teraz kiedy daje ona zamierzone efekty, są wręcz z tego dumni. Trochę żal osoby, która się tego nie domyśla i nie widzi drugiego dna w takim zachowaniu… Tym bardziej, że aktywnie włącza się w utrudnianie nam  walki o prawa zwierząt w tym miejscu i dementuje wszelkie zarzuty przeciwko ludziom odpowiedzialnym za opiekę nad zwierzętami. Cała ta ekipa wspólnie tworzy nasz wizerunek jako pieniaczek które „oczerniają” schronisko. Gwarantujemy Państwu, że gdyby w schronisku działo się dobrze, ludzie którzy dopuszczali się wcześniej naprawdę mocnych zaniedbań w stosunku do zwierząt zostaliby wymienieni - dzięki czemu nie istniałaby groźba powrotu do przeszłości -  przychodziłybyśmy do niego sporadycznie jedynie w celu odwiedzania bezdomnych zwierząt. Jednak fakty jakie dokumentujemy co tydzień na blogu odzwierciedlają kruchą rzeczywistość, której nie można zostawić.
Piszemy ten post, by uzmysłowić Państwu, że w naszym schronisku wolontariusz wolontariuszowi nie jest równy i możecie się Państwo spotkać z wrogością do nas i marginalizowaniem naszych działań. Jednak jak dokumentuje przez tyle lat blog, nasza działalność nie jest jedynie zabijaniem czasu, tylko naprawdę przynosi  konkretne zmiany.
Cały ten konflikt najbardziej jest na rękę pracownikom, bo gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta… Gdyby osoby, którym zależy na zwierzętach zrozumiały, że takie zachowanie osłabia skuteczną i trwałą pomoc dla zwierząt w tym miejscu, można by było wspólnie zmusić załogę do właściwego zachowania. Jednak przez lata konflikt jest jedynie podsycany.
Ponieważ  postawa wolontariuszki współpracującej z pracownikami blokuje wiele pozytywnych zmian w stosunku do zwierząt, o które walczymy a jej działania nakierowane są na to, by nie doprowadzić do wyciągania konsekwencji za zaniedbania w stosunku do zwierząt - chcemy wyraźnie zaznaczyć naszą odrębność i nie być z nią mylone. Czemu o tym piszemy?  Od jakiegoś czasu wolontariuszka określa się niezależną co jest niezgodne z prawdą a czym podszywa się pod naszą działalność.  Wolontariuszka działająca w schronisku ma podpisane porozumienie ze LPGK - spółką, która zarządza schroniskiem, tak więc jest  związana - a nie niezależna. Z tego powodu nigdy nie usłyszycie od niej całej prawdy, bo druga strona porozumienia jej na to nie pozwoli. Być może słowo: „niezależność” myli ona z  „dobrowolnością”…
W związku ze stosowaniem tej mylącej strategii zamieszczamy poniżej naszą działalność internetową, która jest w 100% NIEZALEŻNA i taka pozostanie:
Blog adopcyjny, na którym charakteryzujemy zwierzęta i polecamy ich rozsądnej adopcji:
oraz JEDNO konto na Facebooku - Rozsądne Adopcje

Popieramy wszelkie działania mające na celu pomoc dla zwierząt, zwłaszcza tym z naszego schroniska i szukania im domów – chociaż nie za wszelka cenę. Niestety, dla dobra zwierząt nie popieramy wszystkich działań wolontariatu współpracującego ze schroniskiem, dlatego wyraźnie zaznaczamy różnicę, która istotnie wpływa na przestrzeganie praw zwierząt.

poniedziałek, 28 marca 2016

Ludzkie święta to cierpienie zwierząt. 19 i 26 marca w schronisku.



Przedświąteczna sobota była taka tylko dla ludzi. Zwierzęta nie odczuły w żadnym stopniu świątecznego nastroju, chyba że  w negatywnej formie, mianowicie takiej, że pracownicy „świętowali” już w godzinach pracy i nic nie robili. We wszystkich boksach było dużo nieposprzątanych odchodów (po co najmniej kilka kup). 

Nie zrobiłyśmy zdjęć w gorszym stanie żeby Państwa nie obrzydzić. W takich warunkach pracownicy zostawili zwierzęta i o 15.00 pojechali do domu- świętować.  Jakie to muszą być straszne  święta przy takiej hipokryzji… jednak nie współczujemy.

Oprócz tego psy zostały z wodą kończącą się w miskach od godz. 15 aż do następnego dnia, a jedyny pokarm jaki znajdował się w boksach był suchy… 
Jak zwierzęta mają być zdrowe przy takiej „opiece” ? Nie dość, że obsłudze nie chce się dawać jedzenia z puszek, bo to przecież zbyt pracochłonne, to pamiętanie o wodzie i jej uzupełnianie przy suchej karmie też jest dla nich za ciężkie?
Na początku myślałyśmy, że problemem jest brak puszek. Od wielu lat prosimy więc ludzi dobrej woli o darowanie takiego pokarmu do schroniska. Jednak -  jak widać - nie w tym tkwi problem. Teraz, mimo iż puszek jest sporo, nadal nie dostają ich psy stare, o startym do dziąseł uzębieniu i nie mogą jeść twardego jedzenia, a nawet jeśli je jedzą, robią to w cierpieniu.

Podobnie miała się sprawa z wybiegiem. Myślałyśmy, że problemem jest jego brak i że jak już będzie to zwierzęta będą wybiegane i spacery nie będą ich jedynym wyjściem z boksu. Chociaż poruszyłyśmy wszystkie instytucje i doprowadziłyśmy do wybudowania wybiegu, zwierzęta korzystają z niego sporadycznie i w  niejednakowym wymiarze. Dzisiaj od godz.11.00 do 15.00 z wybiegu skorzystały 3 psy…
Kiedy wyprowadzałyśmy psy na spacery korzystało z nich w tym samym czasie przy dwóch osobach ok.10 psów. Co więc zmienił wybieg, skoro ludzie pozostali ci sami?...

Od dłuższego czasu widzimy jak sterylizowane w schronisku suczki bardzo mizernieją. Te, które przed zabiegiem były  pełne życia, teraz stają się smutne, osowiałe i mocno chudną. Czy aby na pewno zwierzęta po takich zabiegach otrzymują odpowiednią ilość środków przeciwbólowych i gojących rany? Czy nie jest tak, że po zabiegu zwierzęta nie są już zaopatrywane w leki? Rany po sterylizacji nie są odpowiednio zabezpieczane i opatrywane, a przez to goją się bardzo długo - a suczki niestety dodatkowo je podrażniają.
 
 
Kiedy byłyśmy bardziej aktywne i pilnowałyśmy przepisów prawa zabiegi przeprowadzali weterynarze pochodzący z wyboru. Obecnie przeprowadza je tylko schroniskowy weterynarz. Widocznie dobrze sprawdza się we współpracy z obsługą skoro dostał takie intratne zlecenie bez żadnego konkursu i wykonuje je przez kolejne lata. Widząc jak opiekuje się on psami przebywającymi w schronisku można domniemywać, że w podobny sposób podchodzi do zabiegów. Takie specjalistyczne usługi trudno sprawdzić ale czy w ogóle kogoś to interesuje? Czy przedstawia się tylko papier ze specyfikacją tego weterynarza a nikt tego w rzeczywistości nie kontroluje? Pieniądze zaś wypłacane są za zabieg wraz z opieką pooperacyjną…
Stan coraz większej ilości suczek świadczy o tym, że coś jest nie tak.
Diana była wcześniej dobrze zbudowaną suczką z dużym zasobem energii. Po sterylizacji, kiedy już po jakimś czasie została z powrotem umieszczona na widoku w boksie była nie do poznania! Osowiała, siedziała w budzie i nie miała  siły podejść do krat. Na dodatek strasznie schudła! Była taka smutna…
Mimo tego, że po kilku tygodniach w końcu odżyła, nadal jest mocno wychudzona. Dodatkowo ma problem z krwawiącymi tylnymi łapami. Pisałyśmy o tym wcześniej, jednak jedyną reakcją było położenie w jej boksie dywanu (by było jej miękko, czy by ukryć ślady krwi?). 
Jej stan niestety przez to się nie zmienił – nadal ma wyraźne rany na opuszkach i często podnosi tylne łapy, które pieką i bolą przy staniu. Przecież ta suczka powinna zostać wyleczona, tak by nie krwawiły! Czy przy dzisiejszym stanie medycyny to naprawdę takie skomplikowane?!

Jeszcze odnośnie opieki. Do schroniska trafił mały, piękny i puszysty szczeniaczek. Niestety, nie udzielono mu podstawowej pomocy, choć w pięknym futrze gnieździło się stado kleszczy. 
Pewnie nikt nawet tego nie zauważył. Na jego niewielkim ciałku znajdowało się tyle kleszczy, ile wyciąga się z dorosłego psa . W tą sobotę jego boks był już zablokowany. Czyżby osłabł i zachorował po takiej inwazji pasożytów?

Na koniec o higienie, która jak pisałyśmy na początku mocno kuleje. Tak więc oprócz odchodów psy spędzą święta z… martwymi myszami!

*******
Nowe bezdomne, które polecają się tylko dobrym ludzkim sercom.

Najbardziej wzrusza piękny, spokojny - ale niewidzący pies. Oby jeszcze odnalazł  swojego przewodnika  na resztę trudnego życia...
    


Młodziutka i wesoła sunia.


Rasowe najpierw są specjalnie „produkowane”, a później też się nudzą i trafiają na bruk.

Dwie zdziczałe suczki.
 


Wesoły młodziak.
  

Przerażona suczka.

Kto ma czyste sumienie niech świętuje.