Podczas Świąt dostałyśmy dwie prośby od Państwa, którym zaginęły psy. Zamieszczamy je poniżej i prosimy wszystkich, którzy są w stanie pomóc o kontakt:
Majlo się odnalazł i wczorajszą noc spędził już w cieplutkim domku i w objęciach właścicieli:) Cieszymy się z całego serca, że maluch jest cały, zdrowy i bezpieczny.
"Zaginął 3-4 miesięczny piesek o imieniu Majlo;( Zgubił się w czasie fajerwerek na nowy rok 2014 w Koskowicach blisko Legnicy. On ma dla nas duże znaczenie, dlatego wraz z rodziną o tak późnej porze poszliśmy go szukać po polach, łąkach, lasach, na autostradzie w Legnicy i jej obrzeżach oraz w samych Koskowicach. Piesek jest czarny, ma podpalane łapki i białawy brzuszek. Jest samcem. Jeszcze jedna ważna rzecz w pomocy jego rozpoznaniu, na szyi ma zieloną chustę."
Jak piszemy
od kilku lat - w boksach „hotelowych” znajdują
się kafle przeznaczone do pomieszczeń wewnętrznych, w związku z czym, nie są one
dostosowane do warunków atmosferycznych, dlatego pękają i zapadają się tworząc
zagłębienia w których zbiera się woda i mocz.
Kafle nie są
także przeznaczone do chodzenia po nich – kafelki ścienne – dlatego są śliskie
i zwierzęta z trudem się po nich poruszają.
Plandeka
będąca dla psów w tych boksach namiastką dachu, która jest zaciągana na górę
tylko w zimie – jest miękka i przytwierdzona do krat sznurami. Powoduje to, że pod
wpływem wiatru podnosi się z hukiem - co mocno płoszy zwierzęta – a zbierająca
się na nierównej powierzchni woda, zalewa boksy w środku.
Czy takie
było przeznaczenie do jej położenia/zamontowania? Rodzaj materiału położonego na boksy i sposób
jego przytwierdzenia powoduje, że boksy nadal są mokre i śliskie. Jedynie co
może ulżyć zwierzętom, to, że nie pada na nich bezpośrednio deszcz, jednak
nadal stoją w zimnej wodzie… Jedyną trwałą zmianą na lepsze i definitywnym
zakończeniem tego tematu, byłoby po pierwsze : WYŁOŻENIE BOKSÓW MATERIAŁEM
PRZEZNACZONYM NA POSADZKI I DOSTOSOWANYM DO WARUNKÓW ZEWNĘTRZNYCH orazTRWAŁE ICH ZADASZENIE. W innym wypadku,
będzie to temat permanentnie przez nas poruszany, którego nie możemy odpuścić.
Niestety, w
naszym mieście wszystko jest dużo droższe niż w rzeczywistości i tak, 45
tysięcy złotych starczyło jedynie na wymalowanie elewacji i wybiórcze załatanie dachów,
zaś na wymianę kafli na właściwe (zgodne z ich przeznaczeniem) – pieniędzy z
tej puli już nie starczyło. Odnosząc się do kosztu ostatniego remontu, ewentualny remont boksów „hotelowych”– dużo poważniejszy
niż malowanie ścian - będzie wyceniony przez naszą gminę na co najmniej 3 razy
więcej! Tak więc „uzbieranie” 150 tysięcy (sic!) zajmie pewnie sporo czasu… no
chyba, że wcześniej zmienią się w końcu władze naszego miasta, na co z
utęsknieniem wraz ze zwierzętami czekamy.
*****
W boksach zewnętrznych
także występuje problem ze stałym zaleganiem w nich wody. Dzięki temu, że nie ma
mrozów, nadal są one zmywane wodą pod ciśnieniem ze szlaucharozpryskującą się na ściany i budy, które o tej porze roku nie mają szansy wyschnąć do następnego mycia, a słoma włożona do bud, jest przez to mokra i wykruszona – w takich
warunkach przebywają psy przez 24 godziny..
**********
Bezmyślność ludzi odpowiedzialnych za "dobieranie" psów do boksów - nadal poraża. W boksie „hotelowym” są obecnie dwa pieski, miedzy którymi cały
czas dochodzi do bójek, tak, że po jednej z nich mniejszy miał pod koniec dnia
podkuloną z bólu łapkę…
Ciekawe co się dzieje podczas jedzenia – a może takie
walki psów, to rozrywka dla nudzącej się obsługi schroniska?
Podobnie stary i
wychudzony pies, nadal pozostajew
jednym boksie z dużo sprawniejszym i nietolerującym innych psem. W takich
warunkach nigdy już nie nabierze wagi… bo jak ma się dostać do miski, kiedy dużo
wolniej je, a jak sprawniejszy z nich zje swoje, przepędza staruszka i wyjada
jego porcję?… Oprócz tego wychudzony psiak ma poważną chorobę skóry – mocne i
łuszczące się strupy na całym grzbiecie. Pies jest słaby, wychudzony i chory -
to wszystko kwalifikuje go do odizolowania i przebywania w osobnym boksie – zgodnie
z Rozporządzeniem
Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 23 czerwca 2004 r. w sprawie
szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt http://www.boz.org.pl/prawo/rozp_schro_04.pdfNiestety, w naszym schronisku łamanie prawa
jest na porządku dziennym, a przykład idzie z góry…
Czy tym
razem jego czeka „naturalna”
eliminacja?
*******
W związku z
dodatnimi temperaturami panującymi o tej porze roku, sezon na kleszcze nadal
się nie zakończył. Zwierzęta przebywające w schronisku mają na sobie mnóstwo
tych pasożytów, zwłaszcza te nowo przybyłe, które powinny być z nich
oczyszczane przy oględzinach „weterynarza”.
U jednego z
takich psów znalazłyśmy 11(!) kleszczy – a zatrudniony do takich czynności weterynarz
- pan Filipowki nadal spokojnie śpi…
*******
W temacie
czystości w boksach:
Odchody zmieszane
z karmą dla zwierząt
.... i zapewnienia niezbędnych warunków życiazwierząt : w wielu boksach
nie było wody w miskach. Do końca dnia pracy, miski nie zostały
napełnione, tak więc kilka psów doczekało się wody dopiero na drugi dzień…
*******
Mimo kilku
adopcji tego dnia, nadal schronisko jest pełne… Psiaki z nadzieją patrzą na
przychodzących do schroniska ludzi.
także suczka z raną na głowie o której pisałyśmy poprzednio...
W okresie
świątecznym schronisko zapełniło się po brzegi… Mniejsze psy umieszczone są po dwa w
prawie każdym boksie, a nawet nieużywany boks 13 został zamieszkały –
w dodatku przez pięknego i wielkiego psa w typie rasy kaukaz.
Niestety, w
efekcie przepełnienia w wielu boksach psy znowu dobrano zupełnie bez
zastanowienia, co powoduje groźne starcia między nimi, z nierównymi szansami na
obronę.
W jednym boksie
posadzono doświadczonego życiem i
ludzkim okrucieństwem schorowanego staruszka z młodym i silnym
labradorkiem- kilka starć odbyło się na
naszych oczach.
Podobnie w innym
boksie „dobrano” ze sobą : chudziutkiego staruszka – o którym pisałyśmy we
wcześniejszych postach – z psem sprawnym i nie tolerującym innych. Chudzina
broniła się ile sił ale i tak zawsze była pod „rudzielcem”.
Czy
przynajmniej w tych dwóch przypadkach nie można było sparować ze sobą słabych i
jakże podobnych do siebie staruszków? Jedno z wielu pytań retorycznych w tym
miejscu…
*****
Po strasznie
wychudzonej suczce, o której pisałyśmy w poprzednim poście, kolejny wychudzony
pies trafił do schroniska. Tym razem jest to młody labrador, któremu widać
wszystkie żebra a w miejscu brzucha ma zapaść.
Okrutnego
traktowania przez ludzi doznała też nowa suczka z boksu 12. Ma ona głęboką ranę
miedzy oczami, która wygląda jak od uderzenia jakimś przedmiotem…
Życie
pokazuje, że czas świąteczny dla zwierząt nigdy nie nastaje…
******
Przywiozłyśmy
dziś do schroniska puszki dla psów, jednak byłyśmy miło zaskoczone, bo darów od
Państwa było tyle, że prawie nie było miejsca gdzie ich wyładować:) Dobrze, że istnieją ludzie, którzy choć w taki sposób starają się wynagrodzić zwierzakom
ich los skrzywdzony przez innych ludzi.
******
Kolejny raz
zastanawiamy się, co dostają psy w tzw. „gorącym posiłku”, którego często nie
chcą jeść. Może Państwo macie jakieś skojarzenia?
******
Piękne pluszaki,
z których odważył się wyjść tylko jeden – czekają na odpowiedzialnych właścicieli.
Po raz kolejny w ciągu ostatnich tygodni dowiadujemy się o nieodpowiedzialnej adopcji psa w legnickiego schroniska. Przypomnijmy, że ostatnio był to "Alan", o którego losie dowiedziałyśmy się dzięki naszej Czytelniczce:
Niestety, kierownik mimo zgłoszenia w jakich warunkach przebywa oddany przez niego do adopcji pies, nie podjął żadnych kroków, żeby wyjaśnić tę sytuację. A przecież umowa adopcyjna jest skonstruowana w sposób umożliwiający mu podejmowanie działań także po zaadoptowaniu psa.
Tym razem nierozsądna adopcja dotyczy jednego z najsympatyczniejszych psów, jakie w ostatnim czasie trafiły do schroniska. Mowa o suczce amstaffce, o której pisałyśmy w sierpniu i wrześniu:
Trafiła ona latem tego roku do schroniska w ciężkim staniem. Prawdopodobnie była wykorzystywana przez pseudohodowcę do rodzenia szczeniaków. Suczka była już skrajnie wyeksploatowana. W schronisku urodziła z komplikacjami szczenięta - ostatni raz w swoim życiu i - na szczęście - została wysterylizowana. Jej losem zainteresowała się fundacja, jednak kierownik, z niewiadomych (jak zawsze) przyczyn, odmówił przekazania suczki pod jej opiekę przedłużając jej bezdomność. Zamiast tego zwierzę, które już tyle w swoim życiu wycierpiało, zostało oddane w ręce kompletnie nieodpowiedzialnej osoby, która - z tego co wiemy - miała już wiele psów, które po jakimś czasie porzucała (w tym roku to już drugi pies, który został przez nią porzucony i trafił do schroniska) - nasza kochana amstaffka znudziła się już po MIESIĄCU(!)
I tak, suczka ponownie trafiła do schroniska - wcześniej w środku lata, teraz w zimie...
Często użalamy się nad swoim losem, a pomyślmy ile może wycierpieć pies w swoim - dużo krótszym życiu? A wszystko przez nieodpowiedzialnych ludzi - zarówno adoptujących jak i bezmyślnie oddających do adopcji.
Trudno zrozumieć dlaczego kierownik schroniska pozwala na takie sytuacje? Dysponuje on danymi osoby, która zaadoptowała suczkę i ma obowiązek zgłoszenia przestępstwa, bo porzucenie psa - w myśl przepisów Ustawy o ochronie zwierzątjest przestępstwem. Zatajenie przestępstwa jest przecież karalne... Po to wypisuje się umowę adopcyjną, by móc w razie konieczności, kontrolować takie sytuacje i wyciągać konsekwencje wobec osób które adoptują żywe istoty - dla kaprysu i zabawy. Jaki jest sens przedstawiania przez schronisko do powszechnej wiadomości statystyk zaadoptowanych zwierząt, kiedy trafiają one do schroniska po kilka razy? Takim postępowaniem kształtuje się świadomość, że w naszym mieście można bezkarnie porzucać psy. Gdzie w tym wszystkim walka z bezdomnością, do której zobowiązana jest gmina tworząc programy przeciwdziałania bezdomności zwierząt na swoim terenie? Jak wszystko w naszym mieście, tak i program istnieje tylko na papierze - by w razie kontroli było czysto, jak na reprezentacyjnym skwerku w schronisku, na który psy mogą jedynie popatrzeć przez kraty.
***
Kulejący na jedną nóżkę piesek, o którym ostatnio pisałyśmy nadal nie znalazł domu. Jego chore - zaropiałe oczka po kolejnym tygodniu w schronisku są w gorszym stanie... Dodatkowo przeniesiono go do boksu zewnętrznego, czym potwierdzono, że nie jest leczony.
Brawo panie Filipowski, może dopisać pan do swojego rachunku kolejnego psa, który przez pana cierpi!
Natomiast wychudzony staruszek, o którym pisałyśmy w poprzednim poście, nadal przebywa w boksie zewnętrznym i - bez grama tkanki tłuszczowej, która miałaby go ogrzewać - czeka na pierwsze mrozy... zamarznie czy nie?
***
Coraz więcej psów nie radząc sobie z porzuceniem i warunkami życia w schronisku popada w depresję. Objawia się to między innymi tym, że nie szukają one kontaktu z człowiekiem, są osowiałe, przestają jeść a także nie wchodzą do budy lub odwrotnie - w ogóle z niej nie wychodzą. Takie zachowanie powoduje osłabienie i szczególne naraża na choroby, co - po krótszym bądź dłuższym czasie - doprowadza do śmierci. W zimowym okresie często dochodzi wtedy do zamarznięcia - w okresie ciepłym pies kona nawet kilka tygodni.
Ostatnio, w taki sposób odszedł "Iwan" po sześciomiesięcznym pobycie w schronisku - nigdy się nie zaaklimatyzował...
...wcześniej "King"
A teraz mamy kolejny przypadek z takimi objawami - suczka jest osowiała, siedzi tylko na budzie, nie je i jest przeraźliwie chuda!!! Mamy nadzieję, że w tym przypadku interwencja ze strony pracowników nastąpi szybciej, bo "Iwana" i "Kinga" nie udało się już uratować...
***
Na koniec informujemy, że w schronisku urodziły się kolejne piękne szczenięta - mamy nadzieję, że jeszcze przed nastaniem mrozów trafią do ciepłych domów i znajdą ODPOWIEDZIALNYCH właścicieli