niedziela, 1 marca 2015

Na wiosnę będzie lepiej?

Razem z psami ze schroniska z utęsknieniem wyglądamy wiosny, która oddali od nich widmo mrozów, a wraz z cieplejszymi dniami więcej osób zacznie odwiedzać schronisko - mamy nadzieję, że będą wśród nich zarówno adoptujący, jak i przyszli wolontariusze, których nadal niestety BARDZO BRAKUJE  w schronisku!

Niedawno przypominałyśmy Państwo smutny los psów stróżujących, które pilnowały składowiska odpadów naprzeciwko schroniska. Psy te przez lata nie miały normalnych bud, jakiegokolwiek zabezpieczenia przed zimnem, deszczem i śniegiem, a nawet karmy... Jeden z nich niedawno zdechł w tych niegodnych psiej wierności i oddanej służby warunkach. Drugi pozostał "na posterunku" sam, co czyni jego los jeszcze smutniejszym...

W ostatnim tygodniu stał się cud - właściciela chyba ruszyło sumienie. W miskach, które zawsze do tej pory były puste...

... pojawiła się karma i woda!

A w budzie, która nawet w największe mrozy nie była niczym wyłożona pojawiło się posłanie!

Tak trzymać! Oby te zmiany zagościły tu na zawsze!
A z czasem może nawet prawdziwa buda, większy kojec....?
***
W samym schronisku, wraz ze zbliżającą się wiosną, również dostrzegamy zmiany na lepsze. Oprócz tych, o których pisałyśmy w poprzednim poście, najbardziej rzuca się w oczy duża liczba pustych boksów! W tym tygodniu w aż sześciu dużych boksach przywitała nas pustka!

Taki widok zawsze bardzo cieszy! Niestety, kilka lat spędzonych w tym miejscu sprawia, że gdzieś z tyłu głowy pojawiają się pytania i wątpliwości... Po pierwsze, szkoda, że nowy dom udało się w ostatnim czasie znaleźć tylko psom "świeżym", czyli takim, które w schronisku przebywały kilka tygodni, co najwyżej miesiąc... A kilkadziesiąt innych, okupuje swoje cele już latami i nikt się nimi nie interesuje...
"Złotuś" - w schronisku już ponad dwa lata...
Bako - w schronisku już dwa i pół roku!
"Julian" - w schronisku ponad dwa lata...
"Mulat" - w schronisku już prawie dwa lata! 
Przy okazji, specjalnie zamieściłyśmy takie "nieatrakcyjne" zdjęcie, żeby pokazać Państwu jak stali rezydenci schroniska załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne (robi tak każdy pies, który spędzi jakiś czas w schronisku). Wielokrotnie wspominałyśmy, że psy to zwierzęta bardzo czyste, które w normalnych warunkach "nie kalają swojego gniazda" odchodami, dlatego tak trudno jest im przystosować się do życia w małej klatce, w której muszą się załatwiać i całymi dniami przesiadywać we własnych fekaliach - to z kolej zawdzięczają pracownikom, którzy tak bardzo nie lubią sprzątania w boksach...

Tacy stali rezydenci stanowią obecnie niestety prawie połowę obsady schroniska... Dlaczego odwiedzający zwracają uwagę tylko na psy nowe i tylko takie znajdują dom? Być może należałoby zadbać o higienę zwierząt, które przebywają tu najdłużej? Wykąpać je, wyszczotkować, odrobaczyć, odpchlić ... tak by nie odstraszały swoim wyglądem i zapachem?

Jedynym przedstawicielem "starej gwardii", który zniknął ze schroniska w ostatnich dniach jest Nico:

Spędził w schronisku ponad dwa lata i mamy nadzieję, że znalazł prawdziwy, dobry dom, w którym zostanie już do końca życia... Niestety, w schronisku byłyśmy już wielokrotnie świadkami sytuacji, kiedy psy przebywające w nim przez lata nigdy nie znajdywały nowych właścicieli, tylko umierały w swoich klatkach... Nico był bardzo żywiołowy, nie znosił zamknięcia. Ostatnie miesiące były dla niego bardzo ciężkie - schudł, maniakalnie biegał w kółko na tych kilku metrach przestrzeni, do których zostało zredukowane jego życie... Gdziekolwiek teraz jest, mamy nadzieję, że jest to lepsze miejsce...

Oby tak duża liczba adopcji nie była związana ze wzrostem aktywności handlarzy, którzy sprzedają psy z legnickiego schroniska na niemieckim e-bayu, gdzie może je kupić każdy, kto zapłaci 150-200 euro, a dalszy los zwierząt jest nieznany... Szkoda, że zarządca schroniska zawsze zataja takie sytuacje (wywózki, śmierć zwierząt itd.), przez co zniknięcie dużej liczby zwierząt na raz nigdy nie pozwala po prostu cieszyć się z adopcji, tylko rodzi takie właśnie pytania... Dlaczego w tym schronisku nic nie może dziać się jawnie?
***
Niestety, w ostatnim tygodniu weterynarz nie zajął się jednym z dwóch nowoprzybyłych psów, z których jeden musiał przez długi czas być uwiązany na ciasnym pasku/sznurze/łańcuchu, co poraniło jego szyję:

Żeby chociaż pracownicy zechcieli mu ulżyć - wykąpali i wygolili poranioną szyję, tak by mogła się goić... Wierzymy, że tak się stanie, kiedy tylko psom skończy się kwarantanna.
***
Na koniec, chciałybyśmy zachęcić potencjalnych adoptujących - w schronisku nie znajdują się tylko psy po przejściach, chore, wychudzone, brudne i zapchlone - po prostu takich zdjęć publikujemy najwięcej, bo te zwierzęta najbardziej potrzebują pomocy, ale w schronisku przebywają też psy młode, piękne, pełne życia, które także czekają na swoją szansę!

Jeśli szukasz oddanego przyjaciela - 
zapraszamy do schroniska!

niedziela, 22 lutego 2015

Idealny dzień?... 21 luty 2015



Dziś w schronisku było tak, jak powinno być każdego dnia. Być może była jakaś kontrola albo wizytacja albo jakiś dzień pokazowy?... Przynajmniej tak mogło się wydawać, bo przychodząc do tego miejsca przez wiele lat, tyle dobrego naraz nie udało nam się nigdy zauważyć. Najważniejsze jednak  że skorzystały zwierzęta.
Przede wszystkim do bud została włożona świeża słoma – co prawda dopiero drugi raz tej zimy ale ważne, że mimo wszystko miało to miejsce ze względu na mroźne noce. Puszysta jeszcze słoma wystawała z każdej budy!
 
 
  
Nawet bernardyn dostał swój przydział słomy, nie tyle może żeby było mu cieplej ile wygodniej.

Dzięki temu, obrazek słomy leżącej równiutko od tygodni pod wiatą przestał być jedynie statyczny:)
 
Apelujemy do zarządzających i kierownictwa schroniska aby słoma w budach była ZAWSZE bez względu na porę roku - w zimie zatrzymuje ona ciepło, zaś latem pozwala zwierzętom wygodniej leżeć niż na wydrapanych i zniszczonych dechach,  oraz by wymieniano ją na świeżą przynajmniej raz w miesiącu.

Oprócz tego, była jeszcze milsza niespodzianka – w każdej misce była dzisiaj mokra karma z puszki! W dodatku w takiej ilości, że nie wszędzie została ona zjedzona od razu przez psy, co świadczy o tym, że były najedzone!

Niestety, w tym miejscu nie mogło być tak, żeby się tylko cieszyć. Tym razem nawalił weterynarz. Do schroniska zostały przyjęte dwa duże psy, które nie dość że trafiły do jednego boksu (mimo tego, że jest kilka wolnych) to jeden z nich jest mocno pogryziony na szyi. Rana nie została zupełnie zaopatrzona ani oczyszczona. Pies ma na szyi  skołtunioną sierść pokrytą krwią. 
 
 

Oba psy są mocno wygłodniałe i dostały nawet dodatkową porcję mokrej karmy pod koniec dnia! Niestety, jeden z nich jest bardziej dominujący i silniejszy, przez co zjada swoją porcję jak i swojego towarzysza który je wolniej… Żeby zrównać ich szanse w dojściu do siebie należałoby je umieścić w osobnych boksach, nawet jeśli trafiły do schroniska z jednego środowiska.

Kolejnym niedopatrzeniem schroniskowego weterynarza są przerośnięte pazury u starszego psa, które uniemożliwiają mu sprawne chodzenie i z pewnością sprawiają ból, bo aż zniekształcają jego palce! Pies dodatkowo przebywa na najgorszej w schronisku powierzchni – śliskich kafelkach w boksie tzw. hotelowym, dlatego rzadko wychodzi na zewnątrz i dopiero dziś - pierwszy raz od trzech tygodni, wyszedł na zewnątrz i okazał się bardzo sympatycznym staruszkiem spragnionym kontaktu z człowiekiem.

Była  jeszcze jedna smutna sytuacja potwierdzająca zwyrodnialstwo naszej ludzkiej rasy – kudłaty piesek biegający z przerażeniem po ul. Ceglanej (pod schroniskiem) i podbiegający do każdego jadącego samochodu. Niestety, najprawdopodobniej został wyrzucony z auta w pobliżu schroniska. 

Jak wiadomo pies nie może zostać przyjęty do schroniska z ulicy i najpierw trzeba doprowadzić do wypełnienia procedury przekazania go przez Straż Miejską. A tutaj od samego telefonicznego zgłoszenia trzeba się mocno nagimnastykować, żeby przekonać dyspozytora do wysłania patrolu - nawet jeśli zwierzęcia nie trzeba odławiać, tylko dokonać formalności. Dlatego zrozumiałe jest oburzenie tych z Państwa, którzy próbowali pomóc jakiemuś zwierzakowi i musieli zmagać się z urzędniczą machiną. A przecież nie każdy ma na tyle czasu i determinacji, by doprowadzić sprawę do końca. Niestety, tak wygląda u nas w praktyce wykonanie Programu przeciwdziałania bezdomności, który uchwala gmina zobowiązana do tego  znowelizowaną ustawą o ochronie zwierząt. Na papierze który podpisuje bez zastrzeżeń legnicki TOZ nie ma mowy o trudnościach jakie są w praktyce i nikomu nie chce się tego sprawdzać. Uchwalenie przepisów a ich wykonanie to w naszym mieście dwie różne rzeczy…

Jak pisałyśmy we wcześniejszych postach bezkarność ludzi za porzucanie adoptowanych wcześniej zwierząt staje się coraz bardziej popularna… W schronisku mamy obecnie Boxa, który rok temu został adoptowany i znów trafił do schroniska.

Do tej soboty był Miki, który także po kilku miesiącach z powrotem trafił do schroniska. Miejmy nadzieję, że kolejna jego adopcja była już rozsądna i piesek znajdzie swoją przystań na resztę życia.

Zaś nowym powracającym pieskiem jest Murzyn. Był w schronisku zaledwie kilka tygodni temu i został z powrotem porzucony/oddany jak nietrafiony prezent do sklepu…

To wszystko jest konsekwencją polityki bezkarności prowadzonej przez legnickie schronisko i włodarzy miasta będących jego właścicielem. Z jednej strony Straż Miejska robi wszystko, by zniechęcić zgłaszającego do pomocy porzuconemu psu a z drugiej strony bagatelizuje fakt, karania właścicieli którzy adoptowali psy i je porzucają – co jest przecież przestępstwem. Wszystkie dane osobowe dostępne są w schronisku jednak jak do tej pory ani Straż ani schronisko nie wyszli z inicjatywą karania tych, którzy na to zasługują – łatwiej jest zniechęcać ludzi do jakichkolwiek działań, i mieć przez to mniej zgłoszeń a w konsekwencji i mniej pracy… Taka jest nasza legnicka rzeczywistość na wszystkich urzędniczych szczeblach za co odpowiedzialnym jest rządzący 13 rok Prezydent naszego miasta, który nie widzi w tym żadnego problemu.
Procedurę pomocy zwierzęciu w naszym mieście przedstawiamy w zakładce Zwierzęta w opałach jednak musimy Państwa uprzedzić o tym, że trzeba się nie raz mocno nagimnastykować by ją uzyskać, być zdeterminowanym a już na pewno nie liczyć na żadną wdzięczność. Żeby się nie rozczarować lepiej nastawić się na trudności i traktowanie  jak wrzoda na d…

niedziela, 15 lutego 2015

Znowu jeden mniej...

W tym tygodniu chciałybyśmy wyjątkowo rozpocząć sprawozdanie nie od wydarzeń bezpośrednio ze schroniska, ale z miejsca bardzo mu bliskiego - dosłownie i w przenośni. Każdy, kto kiedyś odwiedził schronisko musiał zwrócić uwagę na znajdujące się naprzeciwko "wysypisko" składujące różnego rodzaju odpady, np. niebezpieczne świetlówki energooszczędne zawierające rtęć, które są wyrzucane bezpośrednio na ziemię:

Na tym właśnie polega nowoczesna segregacja odpadów w wykonaniu spółki LPGK - są to duże świetlówki z latarni ulicznych...
Przez lata tego dziwnego składowiska pilnowały dwa piękne psy rasy rottweiler. Przez cały ten czas stanowiły one idealny duet psów stróżujących - głośno alarmowały o pojawieniu się w pobliżu każdego obcego, a swoją posturą i groźnym szczekaniem skutecznie odstraszały nieproszonych gości.... Ci którzy przyjeżdżają do schroniska regularnie i zdążyli zapoznać się z "braćmi" wiedzą jednak, że dla ludzi, których znają psy te były niespotykanie łagodne i potulne. Wśród pracujących na składowisku strażników również zdarzali się ludzie niepozbawieni serca, którzy zaprzyjaźnili się z parą rottweilerów i jak tylko mogli starali się ulżyć ich losowi... A dlaczego trzeba było im ulżyć? Cóż, właściciel tych szlachetnych psów, które świadczyły mu takie nieocenione usługi, wielki "pan na włościach" uznał bowiem, że te duże psy mogą żywić się powietrzem, mieszkać cały rok na powierzchni dwóch metrów kwadratowych, zakopane w swoich odchodach, w dziurawych, skleconych z byle czego, niczym nie wyłożonych (nawet zimą) budach. I tak psy zamknięte w boksach znacznie mniejszych niż te schroniskowe, w których musiały załatwiać wszystkie swoje potrzeby fizjologiczne, głodowały i marzły przez lata.

Tak biznesmen zarabiający na składowaniu miejskich odpadów (czasem niebezpiecznych) dbał o psy, które pilnowały całego jego majątku. Jak widać bogactwo nie idzie w parze ze szlachetnością i ludzkimi odruchami... Warunki w których żyły psy były dobrze znane legnickiej straży miejskiej i policji, które interweniowały wiele razy w tej sprawie - niestety, jak widać, na niektórych nie ma mocnych.
W tamtym tygodniu jeden z tych młodych psów zdechł w tych warunkach - po kilku latach głodu, zimna i brudu... Zdechł do końca służąc człowiekowi...


On już nigdy nie będzie cierpiał, jego "brat" natomiast jeszcze się pomęczy - tym gorzej dla nie niego, że w samotności...
***
Tymczasem po drugie stronie drogi - w schronisku - bez zmian. Choć z przykrością musimy stwierdzić, że dla tych dwóch rottweilerów warunki, które panują w schronisku byłyby wręcz luksusowe. Bezdomność to nie najgorszy los jaki może spotkać psa - jeszcze gorszy jest zły właściciel...
W tym tygodniu do schroniska trafiły kolejne psy, m.in. następna suczka w typie amstaffa - młodziutka i spragniona kontaktu z człowiekiem - oby nie posłużyła nigdy jako "maszynka do robienie pieniędzy", bezlitośnie rozmnażana dla zysku ze sprzedaży szczeniaków. 
Takie wymęczone wielokrotnymi porodami suczki tej rasy są częstymi rezydentkami schroniska - tak było w przypadku suczki, która trafiła do schroniska na skraju wyczerpania po ciągłych porodach:

Nowa rezydentka jest jeszcze młodziutka i mamy nadzieję, że los się do niej uśmiechnie i trafi do dobrego, odpowiedzialnego domu, gdzie zostanie wysterylizowana.

***
Wielokrotnie poruszałyśmy temat karmienia w schronisku. Na co dzień tutejsi lokatorzy dostają bezwartościową zupę, szybko zmieniającą się w zamarzniętą galaretę.

Tym większym świętem dla tych psów są dni, kiedy do boksów trafia mięso... ale w jaki sposób!

Nie wygląda to apetycznie, ale w tym miejscu - gdzie psy, często wygłodzone, spędzają całą zimę na dworze w niczym nie wyłożonych budach - jest to jedyny sposób na zjedzenie czegoś pożywnego, byle przetrwać do wiosny... 
Gdyby chociaż tego nie zabrakło rottweilerom z naprzeciwka...
Oby właściciel psa, który przeżył zapewnił mu choć trochę lepsze warunki bytowe!