poniedziałek, 17 marca 2014

Wietrzna sobota w schronisku - 15 marzec




Dzisiaj mocny wiatr szalał także w schronisku. Psy chowały się do bud, bo miejscami podmuchy były tak gwałtowne i silne, jakby miał przejść huragan. Z tego powodu najgorzej miały psy w boksach hotelowych. Miękka płachta położona na dachu fruwała tak bardzo, że przerażone bały się wychodzić i niektóre cały dzień nie wystawiały nawet nosa na zewnątrz . Te które się odważyły, ze strachem i paniką reagowały na głośne uderzanie falującej płachty.



Oprócz nieprzystosowanych śliskich kafli ściennych, którymi te boksy są wyłożone, tymczasowe zadaszenie to drugi największy problem w schronisku dotyczący boksów hotelowych. Cały czas przekonujemy, że wyłożenie posadzek materiałem do tego przeznaczonym – chropowatym nie powodującym ślizgania się oraz odpornym na warunki zewnętrzne, przez co by nie pękały i zapadały się - oraz stałe i trwałe zadaszenie tych boksów, to jedyne co należy zrobić, by w pełni dostosować te pomieszczania do przebywania w nich zwierząt. Czy to dużo? Czy to przerasta naszą gminę? Mamy wszystkie możliwości, by to uczynić, niestety nie mamy najważniejszego – odpowiednio myślącej osoby na stanowisku które za to odpowiada… ani prezydent naszego miasta – Tadeusz Krzakowski, ani prezes LPGK zarządzający schroniskiem – Józef Wasinkiewicz, ani kierownik nim kierujący – Leszek Boksa, ani powiatowy weterynarz – Jacek Cichosz, nadzorujący schronisko i odpowiedzialny za jego działanie zgodnie z prawem, także z  art. § 4. 1. 2. pkt. 1a  Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 23 czerwca 2004 r. w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt, który mówi o tym że, ściany, PODŁOGI i drzwi w pomieszczeniach lub boksach wykonuje się z MATERIAŁÓW NIEPOWODUJĄCYCH URAZÓW LUB KONTUZJI U ZWIERZĄT   – nie widzą potrzeby zmiany tego stanu, który łamie obowiązujące prawo. Coraz częściej odnosi się wrażenie, że ludzie „na stanowiskach” pozbywają się ludzkich odruchów na rzecz władzy i stają się bezdusznymi maszynami liczącymi pieniądze. Do tej pory nie trafiłyśmy w tym kręgu na osobę z odrobiną empatii, która pochyliłaby się nad potrzebami zwierząt, które same nie potrafią się upomnieć o swoje…

                                                                   *****
Kolejny raz do schroniska trafił pies który się zużył… Kiedyś był rasowy, widać że chodził do fryzjera i pewnie był dumą swoich właścicieli, którzy jak widać traktowali go jedynie jako „kwiatek do kożucha”. Piesek zachorował – ma wyłysiałą skórę na całym grzbiecie – i już przestał być modną ozdobą, więc trafił do schroniska.


 Dzieje się tak zbyt często, jednak dopóki prawo nie zacznie być wykonywane, ludzie nadal będą czuć się bezkarni i krzywdzić żywe istoty.
Piesek jest ogólnie zaniedbany – ma skołtunioną sierść w której gnieżdżą się wszelkie możliwe brudy z którymi miał do czynienia. Jednak najgorsze jest to, co ma pod pyskiem – to jeden wielki kołtun z rzepami, który jest tak mocno wbity, że wydaje się jakby wyrastał ze skóry! Jest on kłujący i ciężki. Podczas przyjmowanie go do schroniska, powinien zostać w pierwszej kolejności uwolniony od tej niedogodności. Niestety, w tym miejscu oględziny nowoprzybyłych psów odbywają się z odległości – „na oko”, a bez dotknięcia psa trudno, wyczuć takie dolegliwości z którymi zwierzak niepotrzebnie nadal musi się męczyć.



Panie Filipowski, kolejny tydzień i kolejne widoczne zaniedbanie. Czy nadal uważa pan że powinien wykonywać swoją funkcję na rzecz zwierząt w schronisku? A może lepiej dla wszystkich byłoby zmienić zawód. Proszę się nad tym głęboko zastanowić i nie blokować miejsca innym.
                                                                    *****
Za każdym razem przekonujemy się, jak ciężko niektóre zwierzęta przeżywają porzucenie i zamknięcie w schronisku.

 Młody piesek, który od małego płacze nad swoim losem, co pokazują ślady na pyszczku…



Niektóre psy płaczą inne zamykają się w sobie i przestaje im na czymkolwiek zależeć…


…. a reszta z nadzieją wypatruje swojego człowieka



To są fakty, którym niektórzy ludzie zaprzeczają twierdząc, że pies to pies i nie może mieć depresji czy też płakać. Jednak psy to istoty żywe, tak jak my są ssakami i nasze naturalne potrzeby są takie same. Należą do nich także potrzeby psychiczne – poczucie bezpieczeństwa, przynależności, towarzystwa, zabawy, kontaktu z ludźmi i innymi zwierzętami. Nie mając tego – cierpią, bo tak jak ludzie odczuwają ból – zarówno fizyczny jak i psychiczny. Nie można twierdzić inaczej i zamiatać problemów zwierząt „pod dywan”. One czują, bo tak chciała natura, która z kolei nam dała umiejętność i obowiązek opiekowania się słabszymi. To wszystko powinni wiedzieć ludzie – wydawałoby się, że wykształceni, którzy zajmują stanowiska odpowiedzialne za sprawy zwierząt. Niestety, jak pokazuje praktyka, tego nie wiedzą… jak więc określić tych, którzy "rządzą" w naszym mieście?...
                                                   *****

W związku z łagodną zimo-jesienią tego roku psy w schronisku nie cierpiały zimna i to chyba jedyny rok, kiedy żaden nie zamarzł. Jednak w zamian za to, mamy kleszcze, które nie zostały przegonione przez mrozy. To oczywiście dużo mniejsza niedogodność niż mrozy, jednak należy się nią już teraz zająć i zadbać o odpchlenie i odkleszczanie psów. Najlepiej w tym miejscu sprawdzają się obroże przeciwpchelne, jednak przy ich stosowaniu należy pamiętać, że działają przez określony czas. Dwa lata temu obroże takie zakupiła grupa radnych, jednak psy nadal je noszą…
Z dotychczasowych doświadczeń wiemy, że schronisko nie jest zainteresowane zakupem takich obróż i nigdy tego nie robiło, mimo tego, że koszt takiej obroży w hurtowni to zaledwie 5 zł! Dlatego zwracamy się do Państwa, by w darach na rzecz schroniska, zamiast np. suchej karmy której zawsze pod dostatkiem, przynosić obroże przeciwpchelne. To jedyna możliwość uwolnienia zwierząt od pasożytów i zapobiegnie pladze  wylęgania się ich w miesiącach letnich, kiedy najtrudniej jest nad tym zapanować w takim miejscu jak schronisko.

Niewielki szczeniak miał w jednym miejscu aż trzy kleszcze. 



W innych boksach psy miały pojedyncze kleszcze – jeden nawet na powiece między rzęsami…

Zadbajmy o to sami, bo pracownicy schroniska nigdy nie byli i raczej nie będą na to wyczuleni.
 ****

W ostatnim sprawozdaniu wspominałyśmy o losie psów z boksów zwróconych na północ, do których NIGDY nie dochodzi słońce i w których panuje permanentna wilgoć. 

Od 29 MIESIĘCY siedzi w takim boksie stary pies „Dziadzio”, który nadal nie ma szansy na wygrzanie starych kości i kulejącej łapy.

W zeszłym tygodniu do takiego boksu został przeniesiony duży i kudłaty kaukaz – „Mustafa”. Tak jak pisałyśmy, pies jest teraz dzień i noc mokry. Jego gęste futro wchłania wilgoć i wodę ze zmywania boksu, a bez słońca nie ma szansy, by wyschnąć choć na chwilę. 



 Można się domyślić, czym skończy się dla niego bycie mokrym przez cały czas – reumatyzm to on już ma, teraz całkiem przestanie stawać na nogi. Pozostanie nam tylko wrócić do  tej informacji, kiedy pies będzie już niedomagał… Tylko czy warto narażać go na te cierpienia i doprowadzać do jego kalectwa a w konsekwencji śmierci? Skoro takie rzeczy jako ludzie możemy przewidzieć, czemu im nie przeciwdziałać?...
********


Na koniec chwila zapomnienia tego, że jest się porzuconym i zamkniętym w klatce:

niedziela, 9 marca 2014

8 marca - skandaliczne zaniedbania weterynarza!!!!

Kolejne sprawozdanie rozpoczynamy od wydarzenia, które nas najbardziej zbulwersowało i nadal trudno jest nam po tym przejść do porządku dziennego... Dotyczy ono skandalicznej opieki weterynaryjnej, za jaką odpowiedzialny jest schroniskowy weterynarz Jacek Filipowski. Często opisywałyśmy dowody na nienależyte wykonywanie przez niego obowiązków leczenia psów, jednak to co zobaczyłyśmy dzisiaj przebiło wszystko to, co przez wiele lat widziałyśmy w tym miejscu. Chodzi o psa, który ma głęboką dziurę w brzuchu, przez którą widać wnętrzności! 
 

Rana nie została zszyta, oczyszczona, ani w żaden inny sposób zabezpieczona! Pies nie został nawet umieszczony w izolatce, czy w czystym boksie tzw. hotelowym. Wrzucono go po prostu do brudnego boksu, wyłożonego mokrą słomą - zabrudzoną odchodami wszystkich psów, które przebywały w nim wcześniej... Zwierzę cierpi nie tylko z bólu, ale jest też podatne na wszystkie możliwe zakażenia...a wystające mięso grozi martwicą! 
Pies nie jest stary i mimo tych ran, nie powinno się go spisywać na straty, Niestety, przy takich zaniedbaniach jego stan zdrowia z pewnością się pogorszy lub doprowadzi do sytuacji w której nie będzie już dla niego ratunku.

Przy tym rażącym przykładzie, inne zaniedbania mogą wydawać się błahostką, Niestety, wszystkie przykłady są ważne, bo sprawiają ból zwierzętom, które zostały zamknięte w boksach i skazane na łaskę ludzi. W celu opieki zdrowotnej nad tymi zwierzętami, zatrudniony jest weterynarz, który pobiera za to co miesięcznie pensję. Niestety, nikt tego nie kontroluje - ani zarządca schroniska LPGK, ani Prezydent Miasta Tadeusz Krzakowski, ani nawet Powiatowy Lekarz Weterynarii Jacek Cichosz. Dowodów na skandaliczne zaniedbania przybywa z każdym tygodniem, jednak dotąd żadna z tych osób nie interweniowała w tej sprawie.
 
Kolejny przykład to przerośnięte i wrastające w opuszki pazury, na które w tym miejscu zupełnie nie zwraca się uwagi:

* boczny paznokieć całkowicie wrośnięty w opuszkę zarówno w prawej jak i w lewej przedniej łapie

* pies z przerośniętymi pazurami, które aż wypaczyły palec




Weterynarz ma pod swoją opieką jedynie ok. 60 psów, z których tak naprawdę tylko kilka wymaga jego pilnej interwencji - niestety, jak widać nawet to go przerasta.

***
W ostatnich tygodniach pisałyśmy o potrzebie rotacji psów w boksach, ponieważ niektóre z nich (zwłaszcza te duże i o najdłuższym stażu w schronisku) przebywają od miesięcy w tych samych zacienionych i zawilgoconych boksach, które zlokalizowane są w taki sposób, że nigdy nie docierają do nich promienie słoneczne. W tą sobotę kilka psów z zacienionych boksów trafiło do tych z odrobiną słońca. Pradoksalnie te najbardziej potrzebujące zostały przeniesione do najgorszych, najzimniejszych i pokrytych wilgotną pleśnią boksów.
"Dziadzio" - staruszek ze schorowanymi stawami, reumatyzmem i tylną łapą którą często trzyma w górze, jest pozbawiony widoku słońca i wygrzania schorowanych stawów i starych kości od października 2012 roku!!! - nadal pozostaje w boksie zwróconym na północ - smutny, bez chęci do życia, często siedzi w budzie :

"Mustaffa" - duży pies w typie owczarka kaukaskiego. Został przeniesiony z boksu "słonecznego" do zacienionego, czyli tak, jakby "spadł z deszczu pod rynnę"...





Kaukaz o długiej i gęstej sierści, która jak zmoknie, to często nawet na słońcu nie wysycha, teraz będzie mokry dzień i noc, a jego słabe łapy za chwilę odmówią posłuszeństwa i pies padnie, tak jak wcześniej inny kaukaz - King, który w schronisku nigdy nie zaznał słońca - najpierw przestał stawać na łapach, potem już tylko leżał - długo nie pożył.... 

Mustaffa, jeśli kiedykolwiek opuści schronisko (w którym przebywa już od maja 2013 roku), będzie wymagał długotrwałego leczenia. Taką "opiekę" funduje za nasze pieniądze ekipa prezesa Wasinkiewicza bezdomnym zwierzętom.

Z kolei ten duży i stary wilczur oprócz opuchnietych dziąseł (o czym pisałyśmy we wcześniejszych  sprawozdaniach) ma także  problemy z łapami. Mimo tego, nie ma możliwości wygrzania ich na słońcu - od razu przyjęto go do "ciemnego" i zimnego boksu...
 Jak długo pożyje w tych warunkach?

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że zwierząt jest tyle, iż niemożliwe jest by te najgorsze boksy nie były zajęte. W takiej sytuacji można jednak stosować rotację wśród zdrowych psów, a te schorowane umieścić w boksach, które nie bedą pogłębiać ich chorób i cierpienia. 

Czy "Dziadzio" teraz w zimnym boksie 36, kiedykolwiek doczeka się w schroniskowym-smutnym życiu ciepła i słońca?... To tak niewiele a zależy tylko od woli ludzi...

***
W tym tygodniu do schroniska trafiła m.in. chorobliwie utuczona labradorka - taki widok w miejscu, gdzie psy najczęściej trafiają zagłodzone jest niezmierną rzadkością, niemniej jednak ta suczka również cierpi i mamy nadzieję, że weterynarz zajmie się stanem jej zdrowia i przynajmniej zaleci specjalną dietę, która umożliwi jej poruszanie się, bo teraz robi to z wielkim wysiłkiem. 

***
Na zakończenie aktualny stan posadzek w tzw. boksach hotelowych. Według kierownictwa schroniska i powiatowego lekarza weterynarii jest on właściwy i nie potrzebuje żadnej zmiany, bo nie zagraża zdrowiu i życiu zwierząt. 




Coraz wieksze szpary między ledwo doklejonymi śliskimi płytkami ściennymi położonymi na podłodze (!) wypełnione są teraz starymi odchodami i brudem, które zalegają tam stale, gniją i z pewnością nie wpływają na zdrowie nowoprzybyłych psów.







niedziela, 2 marca 2014

1 marca - wiosenna sobota w schronisku

W tę sobotę byłyśmy zaskoczone liczbą psów adoptowanych w ciągu ubiegłego tygodnia. Bardzo się cieszymy, że mieszkańcy Legnicy i okolic coraz częściej chcąc adoptować psa, kierują swoje kroki do schroniska. To wielka zmiana na lepsze w świadomości ludzi - także w soboty jesteśmy świadkami takich szczęśliwych adopcji. 
Nie zmienia to niestety faktu, że przekazywanie legnickich psów do sprzedaży w Niemczech jest bez większych zmian kontynuowane - zmienia się jedynie tylko organizacja tego procederu, który jest coraz bardziej maskowany. Na czym polega ten handel pisałyśmy już wcześniej: Kto wywozi legnickie psy do Niemiec?

W ostatnim tygodniu ze schroniska zniknęła między innymi Aira. Ta zagłodzona amstafka wzbudziła duże zainteresowanie, kiedy trafiła do schroniska. Wiele osób chciało ją adoptować, jednak same byłyśmy świadkami jak pracownik odmówił adopcji dwóm kobietom, które chciały dać jej dom. Czyżby rezerwacja dla Niemiec? Pisałyśmy o tym w sprawozdaniu z 
15 lutego:

W schronisku nie widziałyśmy także suczki, która w każdej chwili miała urodzić szczeniaki, a jej wygląd wskazywał że nie będzie to lekki poród... Apelowałyśmy do schroniskowego weterynarza, żeby zrobił wszystko co możliwe, aby pomóc jej go przeżyć. Mamy nadzieję, że żyje i  znajduje się teraz pod specjalistyczną opieką:

Oprócz tego w schronisku nie było też wielu innych psów:

Chciałybyśmy, aby KAŻDY Z NICH znalazł dobry dom, a nie stał się przedmiotem wymiany handlowej
***

Rotacja w schronisku jest duża i - niestety - na każdego adoptowanego psa przypadają kolejne - niechciane, porzucone - które co tydzień zapełniają schronisko i zajmują ledwo opuszczone boksy. 
I nie ma tu reguły - porzucane są psy stare, schorowane, które nie są już w stanie służyć człowiekowi:


... a także piękne, dorosłe psy w sile wieku:


... oraz "słodkie" szczeniaki, nad którymi wszyscy się rozczulają i zastanawiają jak ktoś mógł ich nie chcieć:

Dzieje się tak niestety nagminnie i cała nadzieja w Państwu - czyli w ludziach, którzy po psa nie jadą na giełdę (co zresztą w świetle Ustawy o ochronie zwierząt jest nielegalne), ani do hodowli, gdzie seryjnie produkuje się szczeniaki z chęci zysku - ale właśnie do schroniska. To tutaj można znaleźć prawdziwego przyjaciela i chciałybyśmy by historia każdego porzuconego psa znalazła taki finał jak u Scarlet:

Ta porzucona suczka miała szczęście - w ostatnią sobotę znalazła dom i dobrych ludzi, którzy już nie pozwolą jej skrzywdzić -

NA TO CZEKAJĄ WSZYSTKIE PSY W SCHRONISKU!