niedziela, 30 czerwca 2013

Sprawozdanie z 29 czerwca 2013

* Zdarzenie które dzisiaj najbardziej nas zbulwersowało to skandaliczne dobranie suczek w boksie 14H! Do zdrowej suczki dokwaterowano bardzo wychudzoną suczkę ze świerzbem, nużeńcem lub inną chorobą skóry. Wygląda strasznie - cały czas usiłuje się podrapać w trudno dostępnych miejscach. Widać, że bardzo cierpi i potrzebuje leczenia - a w tym stanie szybko zarazi drugą suczkę! Śpią przecież na jednym legowisku, a choroby skóry przenoszą się bardzo szybko! Czy to tylko bezmyślność czy celowe i świadome znęcanie się nad zwierzętami? Czy obsługa schroniska która przebywa tam codziennie nie widzi w tym  żadnego problemu?  Czy nie powinno to zaniepokoić "wolontariuszki" LPGK, która "wpadła" dzisiaj do schroniska i także widziała tą sytuację? Gdzie w tym momencie jest weterynarz? Przecież wytyczne Głównego Lekarza Weterynarii w sprawie postępowania przy przeprowadzaniu kontroli schronisk dla zwierząt mówią wyraźnie o izolowaniu zwierząt chorych lub podejrzanych o chorobę od zdrowych zwierząt (Rozdział 3.2, punkt 4.2). To co robi weterynarz Jacek Filipowski, to mnożenie chorób zamiast ich leczenia i zapobiegania. To jest świadome narażanie zdrowia psów przebywających pod jego lekarską "opieką" i bezmyślne generowanie kosztów leczenia!

 


Ponadto, pracownicy nadal umieszczają w jednym boksie psy, które się nie tolerują. A wystarczy przecież kilka prostych zasad: psy stare umieszczać ze starymi, a młode z młodymi. W boksie numer 1 - starszy i nieporadny pies z młodym i energicznym - efekt? Krew i okaleczenia.

Tak samo nasza kochana "Murzynka" z chorymi dziąsłami - jest to suczka, która - oprócz tego że wolno je i nie powinna przebywać z jakąkolwiek inną suczką ponieważ nigdy nie zdąży zjeść - bardzo potrzebuje kontaktu z człowiekiem i niestety została umieszczona w jednym boksie ze zdrową i agresywną suczką, która nie dopuszcza jej do człowieka:



**Największym rozczarowaniem tego tygodnia jest jednak dobiegający końca "remont". Okazuje się, że miasto przeznaczyło 45 000 zł jedynie na .... pomalowanie ścian w boksach!!! Pani Zienkiewicz, czy o to chodziło???
Dziurawe i przeciekające dachy W OGÓLE nie zostały ruszone! W związku z tym, po kilku kolejnych ulewach wnętrza boksów będą wyglądały dokładnie tak, jak przed pomalowaniem! Po co więc było wydawać te pieniądze? Chyba tylko dla polepszenia wizerunku prezydenta i zarządcy schroniska! Dla psów nic się nie zmieniło. Urzędnicy, którzy nie mają pojęcia co to jest schronisko, przewidzieli jego remont tak, jakby odświeżali własne mieszkania! Ludzie, to nie zoo do oglądania i podziwiania! W tym miejscu żyją zwierzęta, w dziurawych i brudnych budach a woda z dachu leje się na nich przy każdej okazji! Są one pozamykane i nie mogą same znaleźć innego, lepszego miejsca. Skoro więc człowiek odbiera im wolność i zamyka w boksie, to jego obowiązkiem jest zapewnić im takie warunki, by miały minimum bezpieczeństwa. Czy pomalowanie ścian zmieni jego życie w tym miejscu?! Ludzie opamiętajcie się i zacznijcie myśleć!!! Ściany można pomalować wtedy, jak już nie będzie nic innego do roboty. To, na co pani wiceprezydent Zienkiewicz przeznaczyła (czyt. zmarnowała) samorządowe pieniądze, to kosmetyka a nie remont!!!

Tymczasem wnętrza bud  po szumnie nazwanym "remoncie" wyglądają tak:

Dziury na wylot, stare odchody, spleśniała karma, drzazgi ... Nie ulegajmy złudzeniu - psom po tym "remoncie" na pewno nie będzie lepiej...


Z kolei posadzki zostały pokryte cieniutką warstewką śliskiej zaprawy, na której większe psy nie mogą utrzymać równowagi. Kolejna głupota i utrudnienie zamiast poprawy. Jedyne szczęście w tym, że choć prace jeszcze się nie zakończyły, to warstewka ta już pęka i odchodzi, a po kilku deszczach pewnie już jej nie będzie:

Wyobraźcie sobie Państwo, że ginie Wam pies. Odławia go Staż Miejska, przewozi do schroniska i  spędza on chociażby jedną dobę w takich warunkach...
***W okresie letnim najbardziej rzuca się w oczy brak pielęgnacji psów, kiedy zmieniają one sierść z zimowej na letnią. To jest także jedyny okres, w którym  zabiegi te można przeprowadzać. Chodzi głównie o kąpanie i szczotkowanie. Dla psów to same korzyści - ich skóra zaczyna oddychać, nie gnieżdżą się tam pasożyty a także stają się one atrakcyjniejsze dla potencjalnych adoptujących. Oczywiście, wybierając psa nie powinno kierować się jego wyglądem, a charakterem, ale często to pierwsze wrażanie decyduje czy ludzie odwiedzający schronisko w ogóle chcą podejść do jakiegoś psa. Jeśli jest on bardzo brudny, skołtuniony i brzydko pachnie - ludzie pospiesznie przemykają koło boksów i nawet się przy nich nie zatrzymują. Sytuacje takie obserwujemy niestety co tydzień...
Pracownicy oczywiście cały dzień siedzą na ławeczce pod daszkiem lub chowają się przed "psim światem" w swojej kanciapie. Panowie, czy chociażby z nudów nie można podnieść się z ławeczki i sukcesywnie kąpać i szczotkować psy?
 
 
 

 To samo dotyczy przerośniętych pazurów. Czy weterynarz nie powinien polecić je obciąć? Przecież to przy chodzeniu sprawia ból! Pracownicy i "wolontariusze"LPGK także nie widzą problemu a stara jamniczka cierpi...
 

**** Dobiegający końca "remont" (plan przewiduje koniec czerwca) pozwala sądzić, że w boksach hotelowych zupełnie nic się nie zmieni... Czyli najniebezpieczniejsze dla zdrowia psów śliskie i popękane kafle pozostaną na swoim miejscu a brak zadaszenia nadal będzie narażać psy na skrąjne warunki atmosferyczne -  deszcz, śnieg i słońce. 
Okazuje się jednak, że przy odrobinie dobrych chęci można coś zmienić. Dwa pierwsze z serii tych boksów mają zabezpieczone dachy przywiezionymi przez Państwa do schroniska starymi dywanami.

Tylko co z trzynastoma pozostałymi ?! bo na tych dwóch boksach zawsze było jakieś zadaszenie....

 
*****Coś pozytywnego? hmmmm... ciężko ale coś znalazłyśmy - amstaff z chorą skórą na nosie wraca do zdrowia. 
Tak wyglądał jeszcze kilka tygodni temu:

A tak dziś:

******************
i na koniec coś, dzięki czemu nie poddajemy się pomimo trudności :


 
 


 

**********
Dziękujemy, że dzisiaj też byliście z nami i schroniskowymi psiakami.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Sprawozdanie 22 czerwiec 2013

Dziś zostałyśmy słownie zaatakowane przez weterynarza  Jerzego Filipowskiego. Wyglądało na to, że przyjechał on do schroniska tylko po to, by nas wyzwać i obrazić .  Weterynarz po studiach wyższych a zaprezentował kulturę na poziomie rynsztoku… to żenujące panie Filipowski.   Dodajmy, że jest on ojcem weterynarza Jacka Filipowskiego, który to ma podpisaną umowę ze schroniskiem.

W związku z tą sytuacją, nasuwa się pytanie: dlaczego osoba która nie ma podpisanej umowy ze schroniskiem wykonuje na jego terenie zabiegi medyczne? Czy to jest legalne? Pan Jerzy Filipowski nie pracuje już zawodowo - jest na emeryturze. Jednak odkąd przyjeżdżamy do schroniska (kilka lat) zachowuje się tak, jakby w nim pracował a nawet wypowiada się na ten temat w lokalnych mediach…. Czy wszystko tu jest zgodne z prawem? Czy każdy weterynarz z Legnicy może  przyjść do schroniska i leczyć zwierzęta? Z tego co doświadczyłyśmy to niestety nie. Były sytuacje kiedy do ciężkich przypadków wolontariusze wzywali  weterynarzy i  kierownik kategorycznie zabraniał im obejrzenia psa. Dlaczego więc, pan Jerzy Filipowski zachowuje się tak, jakby był zatrudniony w schronisku i częściej niż jego syn pojawia się w nim wykonując zabiegi medyczne nie będąc do tego upoważnionym???? Czy legnicka spółka LPGK przestrzega prawa zezwalając od lat na taką praktykę w schronisku którym zarządza ?  

Oczywiście zgodnie z przysłowiem : „uderz w stół a nożyce się odezwą” – nerwy puszczają tym, którzy mają coś na sumieniu -tym razem puściły weterynarzom. 
/przypomnijmy, że wcześniej jego syn - Jacek Filipowski, był autorem obrażających nas komentarzy zamieszczanych na forach internetowych, co potwierdziła Prokuratura Rejonowa w Legnicy -  syg. akt. 2DS.255/12 - czyli  w tym przypadku "niedaleko padło jabłko od jabłoni"/   http://wolontariuszkischroniskolegnica.blogspot.com/2012_11_01_archive.html

* Zablokowany boks. Znów z jakiegoś powodu zablokowany był boks w którym przebywała  opisywana  przez nas suczka z bolącymi dziąsłami. Strasznie płakała, by wydostać się na zewnątrz i móc się z nami przywitać… Niestety, jej rozpaczliwe piski nie zrobiły wrażenia na nikim oprócz nas.  Z ciężkim sercem stałyśmy przed jej boksem i przeżywałyśmy tą bezsensowną i stworzoną przez ludzi sytuację… Przecież zęby jej nie urosną jeśli będzie  schowana przez naszym wzrokiem! Po co więc narażać suczkę na jeszcze większe niewygody i zamykać na cały dzień w środku oraz pozbawiać ją kontaktu z człowiekiem, którego tak bardzo potrzebuje? Jak ludzie mogą ją zaadoptować skoro jej nie widać? Czy schronisko nie powinno robić wszystkiego, żeby psy jak najszybciej znalazły dom? Blokując boksy skazuje się psy na dożywotnie więzienie! Czy nasze miasto na to stać? Takich rzeczy nigdy nie zrozumiemy…

** Jak widać pozytywne zmiany w schronisku trwają tylko chwilę. Pies z wytartą od obroży skórą na szyi, o którym pisałyśmy we wcześniejszych sprawozdaniach, dzisiaj znów miał założoną obrożę. Przez tydzień rany na pewno nie zdążyły zagoić się na tyle, by móc zakładać mu na nie obrożę... Zatem proponujemy także wymianę weterynarza, który bezmyślnie  inwestuje w leczenie, po to by za chwile pies znów cierpiał. 

*** Remont. Piękne ściany widoczne są już z daleka, a co w środku? Oprócz nadgryzionych „zębem czasu” bud (najważniejszych z perspektywy poprawy warunków dla  zwierząt) na które jak widać żadne pieniądze nie były przeznaczone, widzimy także  posadzki ze  śladami wilgoci… (a może zostały one celowo-"na pamiątkę"?)



DLA KOGO ROBIONY  JEST TEN REMONT???!!! Przypomnijmy, że Ratusz zarządził remont pierwszy raz od istnienia schroniska i  przeznaczył na niego 40 tysięcy złotych, które jak widać mają wystarczyć na  poprawienie wyglądu schroniska jedynie dla celów estetycznych. Czyżby tak wszędzie powszechny brak pieniędzy? Nic z tych rzeczy! Prezydent postanowił wydać je np. na kolejny samochód dla „licznej” straży miejskiej. Przeznaczył na ten cel 65 tysięcy złotych z naszych podatków!!! „Gospodarność” to słowo, które w naszym mieście nie istnieje już od dobrych kilku lat….  

**** APEL DO PAŃSTWA.
~ W złym stanie jest kaukaz przebywający już od jakiegoś czasu w schronisku. Ma on straszny problem z łapami – nie może się na nich utrzymać ani chodzić. Jest to dla niego wielki problem ze względu na to, że jest duży i sporo waży. Dźwignięcie takiej masy ciała wymaga wielkiego wysiłku, na który on ma coraz mniej sił… Z tego powodu większość czasu spędza leżąc w jednej pozycji. Może Państwo mają pomysł jak mu pomóc? W schroniskowych warunkach jego choroba coraz bardziej się pogłębia, dlatego jak najszybciej powinien opuścić to miejsce! Jedynie  w warunkach domowych można regularnie podawać mu preparaty utrzymujące łapy w lepszej kondycji  - w schronisku nikt tego nie zrobi! Przedłużający się pobyt w schroniskowym boksie doprowadzi go do kalectwa i ten piękny pies przestanie w ogóle chodzić…
Apelujemy do Państwa: jeśli wiecie gdzie? u kogo? można znaleźć dla niego pomoc, to prosimy zrobić coś w tym kierunku – my niestety wyczerpałyśmy swoje możliwości w tej sprawie.  
(w chwili obecnej posiadamy preparat skutecznie poprawiający kondycje łap, z chęcią przekażemy go osobie która zechce się nim zająć)


~~Do schroniska trafiła stara i bardzo gruba jamniczka, która nie miała siły się poruszać i  leżała cały dzień w jednym miejscu. Ma ona brzuch i sutki tak obwisłe, że szura nimi po ziemi. W tym stanie nadaje się do pilnej adopcji i leczenia weterynaryjnego (zabieg?) na co w schronisku nie ma żadnych szans. Może ktoś z Państwa mógłby się nią  zaopiekować? Przynajmniej tymczasowo, tak, by móc ją specjalistycznie zdiagnozować i doprowadzić do zdrowia? Na razie przebywa na kwarantannie, jednak po psy w takim stanie ludzie się raczej nie zgłaszają...

***** O tej porze roku i przy takich upałach – przed podpisaniem porozumienia z „wolontariuszami” LPGK - w schronisku odbywały się kąpiele psów i związane z tym zabiegi pielęgnacyjne .  Przy tej okazji szczotkowałyśmy psy z zimowej, często mocno skołtunionej  sierści – tak, by skóra mogła oddychać. W niektórych wypadkach kołtuny musiały być  wycinane, ponieważ nawet po zmiękczeniu ich kąpielą nie dawały się rozczesać.  Działo się tak, do momentu podpisania porozumienia.  Teraz niestety takie rzeczy nie mają miejsca… Ubolewamy nad tym, że „wolontariusze” LPGK podpisywali porozumienie jedynie po to, by w porozumieniu ze spółką na wyrost wypowiadać się o doskonałych warunkach jakie panują w schronisku - w opozycji do rzeczywistości. Na takich „gierkach” i „ustawkach” tracą jak zwykle niewinne zwierzęta. Kiedy działałyśmy w schronisku zarzucano nam chęć zdobycia sławy(?) jednak przejęcie naszych działań przerosło innych . Podpisanie porozumienia miało na celu odsuniecie nas od bezpośredniego pomagania zwierzętom w schronisku i niestety nie znalazło następców. 
Przy takich upałach zimowa sierść na psach zamienia się w koc. Najbardziej cierpią te w typie rasy kaukaz, haski, jednak pozostałe też potrzebują usunięcia brudu. Wszystko to zderza się z ludzką bezdusznością nawet u tych, którzy przy każdej medialnej okazji okrzykują się "miłośnikami zwierząt, którzy wraz z pracownikami najwięcej pomagają w schronisku" (?) 
o tych zależnościach wspominałyśmy w poście: http://wolontariuszkischroniskolegnica.blogspot.com/2012/12/koko-wzajemnej-adoracji.html                                                  


                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         
****** Co było na plus?
Dziś załoga schroniska dobrze spisała się w dwóch ważnych sprawach.
~ W każdym boksie były miski z wodą! Zaś pod koniec dnia pracy pracownik sprawdzał czy trzeba je uzupełnić, by wody starczyło do następnego dnia.
~~Pies przebywający dziś w boksie 13 (tym zasłoniętym od świata) został przeniesiony do innego boksu, zaraz po tym, jak zwolnił go adoptowany dzisiaj pies. Szybka i przemyślana reakcja! W imieniu przeniesionego psiaka – dziękujemy.
 ****************
Dzisiejsze „słodziaki”



 **********
Oświadczenie
Nasza działalność dla zwierząt jest niezależna. Prosimy o niełączenie jej z działaniami Toz Legnica, od którego wyraźnie się odcinamy.
**********

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Sprawozdanie z 15 czerwca 2013

* Remont…

Niestety chyba wszystko wskazuje na to, że głównym celem obecnego remontu schroniska nie jest polepszenie warunków przebywających w nim zwierząt, a jedynie poprawa warunków estetycznych, z których korzystać nie mają psy lecz ludzie… Jak zwykle stawia się na wygodę człowieka (pracowników), kosztem zwierząt.  Pomalowane kolorowo boksy mają odciągać uwagę odwiedzających od sypiących się bud, które, jak widać, są pozostawione bez zmian i wbrew zapewnieniom pracowników zupełnie nie są ocieplone


Przeciekające dachy są jedynie miejscowo naprawiane, mimo tego że materiał, z których zostały zrobione („100 lat temu”) jest mocno zużyty i widocznie wypaczony... Kiedy miejsca, w których pozostawiono starą dachówkę  zaczną przeciekać? Z pewnością szybciej niż wyblaknie farba na ścianach, tak więc problem wody i permanentnej wilgoci w boksach niedługo powróci… 


Zastanówmy się, co od razu rzuca się w oczy osobom, które odwiedzą schronisko – budy? które stoją w kącie boksu i trzeba się przyglądać, by zobaczyć w jakim tak naprawdę są stanie? - czy kolorowe lamperie? Dachy? – ile osób będzie zadzierało głowy by sprawdzać czy są wypaczone, czy złożone z nowych materiałów? Czy ktoś zwróci uwagę na brak zadaszenia w części tzw. hotelowej, czy raczej bardziej rzuci mu się w oczy pozorny „porządek” w boksach, który osiąga się szybciej  wtedy, kiedy nie ma dachu i z góry zlewa się śliskie kafle silnym strumieniem wody…

Te działania są tak przemyślane, jakby opracowywał je sztab specjalistów od PR, którzy przewidują jak ma to wszystko wyglądać, by na początku wywrzeć mocne, dobre pierwsze wrażenie, które później będzie nie-do-zatarcia. Nikt z „zabieganych” ludzi nie będzie się zastanawiał, czy to dla zwierząt jest lepiej czy tylko dla estetyki ludzi. A przecież to nie zoo do oglądania, tylko miejsce w którym zwierzęta mają godnie żyć! Czy tak trudno to zrozumieć osobom odpowiedzialnym?! Dodatkowo, wypracowuje się rozwiązania, które opierają się na najmniejszym koszcie, tylko na jak długo? I jeszcze trzeba zatroszczyć się o pracowników, by nadal mogli większość dnia pracy przesiedzieć  w swojej kanciapie a nie w towarzystwie „śmierdzących psów” – zrobić swoje po łebkach by „wyglądało”, resztę dnia odpocząć w kanciapie i…do domu!


Najgorsze nasze przypuszczenia dotyczą boksów hotelowych, jeśli obecny remont w ogóle je zakłada. A tu psy nadal lawirują na popękanych i śliskich kaflach… 

Jednak ze względu na pogodę, powraca niezwykle ważny temat zadaszenia boksów…. Zadaszenie od zawsze jest tymczasowe, jedynie na czas zimy. Dlaczego? Z wygody dla pracowników  - kiedy zadaszenia nie ma, pracownicy mogą szybko zlać wodą boksy z góry i… mieć więcej czasu dla siebie. Niestety, jak zwykle pomijane są potrzeby zwierząt dla których to schronisko istnieje.


W lecie, bez zadaszenia panuje w tych boksach niesamowity upał – psy ciężko oddychają i szukają choć skrawka cienia albo siedzą przez większość dnia wewnątrz - na 2m kw. - nieraz po kilka psów. Czy zamykanie psa i zmuszanie go do przebywania w tak małych pomieszczeniach mieści się w opiece, jaką zakładają przepisy prawa? Przecież są możliwości – boks na zewnątrz nie jest duży ale zawsze to jakaś przestrzeń, jednak wygoda ludzi sprawia, że nie są one wykorzystywane dla zwierząt tylko funkcjonują na potrzeby pracowników… Czy w takim razie zadaszenie tych boksów nie powinno być STAŁE – na mróz i śnieg, na deszcz i upał? Kiedy pada śnieg lub deszcz, kiedy pali słońce – pracownicy siedzą pod daszkiem, a może powinni przymusowo stać pod gołym niebem, by zrozumieli co czują wtedy psy, tylko z powodu, że są wygodni? A co mówią, kiedy się im zwróci na to uwagę? - „ zwierzęta wychodzą na niezakryty boks tylko przez ludzi” (!) – tak  więc, to nasza wina że cierpią – jakby się do nich  nie podchodziło  – w upały, deszcze, śnieżyce – wtedy siedziałyby w środku i według pracowników nie będzie problemu ze zmoknięciem czy skwarem.  Czy po to został wybudowany boks na zewnątrz, by psy z niego nie korzystały? 

 
To kolejny argument za wymianą pracowników, na takich, którzy mają jakieś uczucia wyższe i którym los istot żyjących nie jest obojętny - tak najczęściej podsumowują to ludzie, którym opowiadamy o schronisku. To nawet dla nas nie było od początku oczywiste, kiedy skoncentrowane na tysiącu spraw, nie pomyślałyśmy o takiej prostej zależności. To Państwo zwróciliście nam uwagę, że problemy które istnieją w schronisku tworzą pracownicy, którzy nie rozumieją zwierząt i zupełnie nie nadają się do pracy z nimi. Doprowadziliśmy do budowy wybiegu ale pracownicy wypuszczają na niego psy według swojego „widzimisię”, jest zabudowany siatką dach nad boksami, ale dla wygody pracowników nie jest zasłonięty i naraża psy na skrajne warunki atmosferyczne itd. Problemy generują zatrudnieni ludzie, a nie np. brak pieniędzy, czy infrastruktury technicznej – budowa schroniska  jest przystosowana do opieki nad zwierzętami, tylko się z tego nie korzysta lub korzysta jedynie do granicy wygody, tak by się za dużo  nie napracować. Czy nasze miasto stać na bezmyślne niewykorzystywanie możliwości, jakie od dawna mamy? Czy zatrudnianie ludzi, którzy z nich nie korzystają (świadomie lub nie) nie jest wyrzucaniem pieniędzy (podatników!) w błoto? Czy tak wygląda gospodarowanie mieniem miasta, panie Prezydencie?


Skoro potwierdzacie Państwo, że problemy legnickiego schroniska tkwią w nieodpowiednim doborze pracowników do jego obsługi, trzeba to jak najszybciej zmienić! W związku z tym, jeszcze raz apelujemy w tej sprawie do Radnych naszego miasta.



 ** Psy w tymczasowych kojcach znajdujących się na wybiegu, nie mają żadnych szans na adopcje co najmniej przez miesiąc! Dostęp do nich jest teraz niemożliwy. Czy nie powinno się tego zmienić, by potencjalni adoptujący mieli szansę je zobaczyć? Tutaj również jest możliwość – otworzyć bramę wybiegu – ale napotyka to, jak zwykle, na brak chęci osób obsługujących schronisko. 


*** Weterynarz.

W boksie 14H przebywa szczeniak z mamą. Niestety jest on strasznie chory! Cały czas wymiotuje, i jak to pies, zjada to. Dla takiego malucha taki stan może być zabójczy! A może zwyczajnie jest źle karmiony? Czy weterynarz robi coś w tym przypadku? Gołym okiem widać, jak go to męczy i osłabia, jak cierpi! (a pracownicy siedzą zaraz obok tego boksu i jedynie patrzą obojętnie na męki tego malucha). Szczeniak długo nie pożyje w takim stanie! Skoro się urodził, to trzeba mu natychmiast i skutecznie pomóc! Oby tylko nie była to parwowiroza, bo obok jest druga mama ze szczeniaczkami, a to śmiertelny wirus, który szybko się przenosi…

****Co zmieniło się na plus od ostatniego sprawozdania?

- Pies z wytartą skórą na szyi miał dziś zdjętą obrożę! Mało tego, najprawdopodobniej jest/był leczony z tego powodu, bo została mu wygolona sierść w chorym miejscu!
Pozytywnie, że ktoś, zlitował się w tym przypadku. 


- Suczka z bolącymi dziąsłami siedzi w boksie sama – jej koleżanka została adoptowana – i szczęśliwie dla niej nie została dokwaterowana na razie inna suczka, przy której znów nie miałaby szansy na jedzenie. Oby tak już było na stałe, dzięki czemu doszłaby do siebie i nabrała trochę ciała.

*****Psy, które świeżo trafiają do schroniska często boją się nowego miejsca i nie potrafią się w nim odnaleźć. Ten biedak bardzo chciał wyjść na zewnątrz, jednak nie mógł poradzić sobie z włazem… Pracownicy widocznie nie są od tego by rozwiązywać takie błahe problemy -„jak nie umie to jego wina”- więc dalej siedzą i ziewają, a przecież można mu ten właz uchylić, by nauczył się przez niego przechodzić.

Dzisiaj oprócz cotygodniowego obserwowania nas, pracownicy  dodatkowo podsłuchiwali nasze rozmowy! Czego konsekwencją było zwrócenie nam uwagi, że rozmawiamy – między sobą! – o głupotach (sic!) i lepiej żebyśmy nic nie mówiły! Widać, że nie przyjmują konstruktywnie krytyki z naszych sprawozdań i „puszczają im nerwy”. To dowodzi, że nie ma co liczyć na to, że zmienią swoje postępowanie w stosunku do zwierząt i dawanie im na to szansy jest stratą czasu. Tak więc, od razu powinno się im „podziękować” i wymienić załogę na zupełnie nową. 


…a tu samo się nie posprząta…
sprzątanie "po łebkach" a może to świdome zostawione jedzenie dla psa w kanale?


***********************
cd. stanu uzębienia psów przebywających w schronisku, które nie mają miękkiej karmy i muszą jeść jak wszystkie, bez żadnych wyjątków także twardą karmę...Czy to się kiedyś w tym miejscu zmieni? Czy ktoś w końcu przez chwilę pomyśli?...

*******************


Coś miłego, zawsze tylko od zwierząt – nie od ludzi :