Całe szczęście, że w sobotę termometr pod schroniskową wiatą
nie wskazywał już 30 stopni, dzięki czemu psy mogły zaznać spacerów. Zwłaszcza
kiedy wolontariuszy do wyprowadzania było tylu, że wiele psów było na spacerze
kilka razy i wróciły do schroniska szczęśliwie padnięte. Szkoda tylko, że
obecnie w schronisku jest dużo psów, które zupełnie nie opuszczają boksu i nie
ma pracownika, który by nad tym popracował…
Suczka która w schronisku zaznała udaru i nie została jej od
razu udzielona pomoc, całe szczęści dochodzi do siebie i ma się coraz lepiej.
Dzisiaj była dużo bardziej żywotna – machała ogonkiem, biegała a nawet zaczęła
radośnie szczekać.
Nowe, sympatyczne psiaki, które straciły dom…
Naszym marzeniem zawsze jest, by tylko się zagubiły i
zostały odebrane…
Nie wygląda na to, by suczka z udarem była leczona. Owszem
najgorszy objaw jakim był oczopląs ustąpił, dzięki czemu może teraz skupić
wzrok na jednym punkcie i nie kiwa tak bardzo głową, jednak nadal ma niezborne
ruchy i problemy z utrzymaniem równowagi.
Nadal nie potrafi normalnie złapać
jedzeniai ma zaburzoną koordynację
ruchu.
Jak widać, nikt się
nie przejął jej stanem, dlatego zwracamy się z prośbą do Państwa – proszę
interweniować u weterynarza obsługującego schronisko – Jerzy i Jacek Filipowski
tel. 76 852 28 21, a także u kierownika schroniska tel. 76 856 63 48.
Jak zawsze można pisać do Prezydenta Miasta jako właściciela schroniska, który
zlecił w naszym imieniu zarządzanie schroniska przez LPGK.
Filmy nie kłamią! Suczka potrzebuje pomocy! Czy zrobimy
cokolwiek by ją otrzymała?
Do skargi można także dołączyć informację o tym, jak obsługa
zniechęca wolontariuszy do wyprowadzania psów na spacery. Oprócz notorycznego
braku druczków porozumienia doszły teraz upały. Tyle że nie są to upały na
dworze, tylko temperatury jakie panują pod zabudowaną szybami z trzech stron wiatą. Tam w zeszłym tygodniu cały czas było 30 stopni. I nieważne, że mamy sierpień i nawet jeśli temperatura
taka panowałaby faktycznie na dworze, to odczuwalnie jest to znacznie chłodniej
niż np. w lipcu. Nie ma znaczenia też fakt, że nie świeci słońce, które jest za
mgłą i jedynie sprawia że jest duszno, ale również nie tak jak w typowo
letnich miesiącach.
Nieważne też, że ludzie sami podawali te argumenty oraz
fakt, że są ubrani w długie spodnie i wcale nie jest im gorąco – pracownik, któremu brakuje logicznego rozumowania wskazuje na termometr pod wiatą i powtarza bez emocji:
"zakaz kierownika". Ludzie zniesmaczeni, chcieli na koniec wakacji poświęcić swój
czas zwierzętom zwłaszcza, w tak ładną pogodę i nie potrafili ukryć irytacji
na pracowników.
A psy? Te spędziły cały piękny dzień uwięzione za kratami w
małym boksie, w którym muszą się także załatwiać… Komu ma to służyć?
W takich wypadkach proponujemy, by szybko nie opuszczać
schroniska i przeznaczyć ten czas na socjalizację zwierząt w boksach. Dzięki
temu, że będziecie Państwo na terenie schroniska pracownicy będą starali się
przynajmniej stwarzać pozory pracy, a może w końcu dojdą do wniosku, że lepiej
im się opłaca wydać psy na spacer i mieć chwilę nieróbstwa?...
Nowe mordki:
Krzywonosek
.... i suczka-szczeniaczek, którą
Straż Miejska przywiozła w przyczepie i ciągnęła za smycz po chodniku,
przez co niepotrzebnie ją zastraszyli, tak jakby szczeniak miał ich
zaatakować i zrobić krzywdę... ech, Legnica...
Niestety „sezon ogórkowy” w legnickim schronisku nie trwał
zbyt długo…
Wracamy do horroru i to z „bombą”.
Suczka, która w zeszłym tygodniu miała się całkiem dobrze,
dzisiaj zachowywała się tak jakby miała udar. Na początku leżała tyłem do krat
i nie reagowała na wołanie – jakby nagle ogłuchła. Kiedy udało nam się nawiązać z nią kontakt, okazało
się, że ma duży problem ze wstaniem i poruszaniem się.
Głowa się jej kiwała i nie mogła skupić wzroku na jednym
punkcie ponieważ miała oczopląs.
Miała problemy z koordynacją ruchu - nie trzymała równowagi
i przewracała się. Nie potrafiła zjeść smakołyka, mimo tego że chciała i miała
go pod nosem. Z kolei kiedy się trochę rozruszała zaczęła panicznie chodzić w
kółko.
Wszystkie te symptomy
świadczą o jakimś poważnym urazie neurologicznym. Być może jest to właśnie
udar. Jednak nikt z obsługi nie zwrócił na to uwagi i nie wezwał weterynarza.
Podejrzewamy, że tym bardziej w niedzielę weterynarz nie pofatygował się do
schroniska, zresztą kto dostrzeże jej stan, kiedy schronisko jest zamknięte i
nie ma w nim wrażliwych ludzi tylko „odwalający pańszczyznę” pracownicy?
Nie wiadomo jak długo
suczka jest w takim stanie. My zobaczyłyśmy ją w sobotę. Natomiast weterynarz
ma obowiązek oglądać wszystkie zwierzęta codziennie. Panie Filipowski czy nie
widział pan tak poważnego stanu u tej suczki? Dlaczego pan nie zareagował? Nie wspominając
o pracownikach, którzy powinni na bieżąco monitorować zwierzęta przez 8 godzin
dziennie. W praktyce wygląda to tak, że weterynarz wpada do schroniska „podpisać
listę” , zaś pracownicy robią wszystko by jak najdłużej siedzieć w budynku.
Wychodzi na to, że tylko wolontariusze – nawet ci sporadycznie odwiedzający
schronisko, najwięcej wiedzą o psach.
Dlatego też, jest to najważniejszy argument przemawiający za
tym, by wolontariuszy było w schronisku jak najwięcej. Gdyby nie ludzie
odwiedzający schronisko nie dbano by w nim o żadne pozory…
Niestety, obecnie większość boksów tzw. hotelowych jest
zablokowana. Aż boimy się myśleć, co się dzieje z psami, które są chowane
przed oczami osób postronnych i wrażliwych na ich krzywdę…
***********
A to nowe biedaki, które straciły dom i trafiły na niełaskę kierownika,
pracowników i weterynarza schroniska.
****************** SZUKAMY KITUSIA! Wieczorem 17 sierpnia na ul. Wały Rzeczne w Legnicy zaginął Kituś.
3-letni wykastrowany kocur. Był traktowany jak "dziecko" i opiekunowie
bardzo rozpaczają. Tel. 668040510